7 lipca 2020 Cyryla, Estery, Metodego

Burdajny

dodał 2008-01-27
Burdajny


To licząca dzisiaj około 100 mieszkańców niewielka wieś o ulicowym charakterze zabudowy przy trasie Pasłęk - Orneta. Przez jej centrum przepływa dość wartki strumyk, który ma swe źródła w lesie koło Osieka, a na południe od Burdajn łączy się ze strumykiem Granicznik, będącym prawym dopływem rzeki Wąskiej. Do 1945 r. nazywała się Bordehnen, a po wojnie popularnie Bardyny. Wzmiankowana po raz pierwszy w dokumencie datowanym 31 lipca 1327 r. jako Bordeyn, później Burdeyn, a w 1419 r. jako Burdayn i siedziba komornictwa krzyżackiego podlegającego pod komturię w Elblągu. Nieco później, bo pod koniec XV w. przy komornictwie tym powstała wieś czynszowa, zaliczana do okręgu pasłęckiego. Według prof. J. Powierskiego nazwa wsi pochodziła od pruskiego bordus „broda”, zapewne epitetu, używanego wśród Prusów, czyli pierwotnej ludności. Na zachód od wsi miał znajdować się niewielki zamek krzyżacki. Już na początku XV w. wieś miała 10 łanów czynszowych (ok. 170 ha), była tu karczma i kowal. Jeszcze w 1448 r. wymieniano w komornictwie Burdajny 3 posiadłości wolnych Prusów w Gulbitach, w Kajmach i Kupinie.
Istotne zmiany własnościowe zaszły z dniem 31 stycznia 1527 r., gdy książę Albrecht von Ansbach - Hohenzollern zapisał Burdajny, Grądki Wielkie, Skowrony, Miłosną, Plajny i Robity na prawie chełmińskim Henrykowi Clauszon z Alckmar i Tomaszowi Lorentzowi z Sankt Martin w północnej Holandii. Burdajny miały wówczas 25 łanów, ale wzmiankowana umowa była ważna tylko do 1528 r., kiedy to Henryk Clauszon przeszedł do tzw. Prus Polskich. Interesującym i ważnym epizodem w dziejach Burdajn był fakt, iż w przeciągu XVI w. wieś była przez dłuższy czas centrum osadnictwa holenderskiego w tym rejonie. Zasiedlali oni liczne pustki oraz wyludnione i zniszczone wsie w następstwie „wojny miejskiej” z 1520 r., toczonej także w okolicy Pasłęka. Dodać należy, iż pokłosiem tej wojny była zaraza, która dosłownie zdziesiątkowała tutejszą ludność. Z tych też powodów książę pruski Albrecht prowadził aktywną politykę kolonizacyjną, zmierzającą do ponownego zasiedlenia wyludnionych obszarów oraz dźwignięcia podupadłej gospodarki. By ściągnąć jak najwięcej kolonistów, stosowano rozmaite zachęty, zwolnienia podatkowe oraz doraźne prawa osiedleńcze. Korzystna sytuacja dla tego osadnictwa powstała zwłaszcza po reformacji, gdy Prusy stały się w większości protestanckie i wkrótce zaczęły się tu osiedlać rodziny chłopskie przybywające z Niderlandów.
Także do Burdajn w latach czterdziestych XVI w. dotarła druga fala kolonizacji holenderskiej.
Jednak nie zawsze nowi osadnicy szybko i bezproblemowo asymilowali się z miejscową ludnością. W 1530 r. w Burdajnach i leżących wokół wsiach doszło nawet do rozruchów wśród nowoprzybyłych z Holandii osiedleńców. Źródłem tych niepokojów była panująca zaraza i spowodowane przez nią następstwa. Właściciel tych obszarów Eck von Reppichau „ciężką ręką i zaostrzając prawo, zaprowadził porządek w swoich włościach", gdyż część nowoprzybyłych chciała wrócić do swych ojczyzn. Napięta sytuacja powstała ponownie w 1542 r., gdy w Burdajnach w wyniku zarazy zmarł holenderski proboszcz tutejszego kościoła i niedzielne msze zaczęła odprawiać jego żona (!) Kościół ten podlegał jako filia pod kościół w Skowronach, gdzie proboszczem był Matthias Feysterus. Ówczesne władze kościelne miały z nim istotny problem, gdyż Feysterus okazał się bigamistą! Po jego oddaleniu, „krnąbrnych osadników holenderskich z Burdajn” podporządkowano pod parafię w Dobrym, „gdzie byli właściwie nauczani”. Dodać należy, że pastor Matthias Feysterus znał język polski, co by wskazywało, że w tej okolicy osiedlali się również przybysze z Polski. Nie wiadomo z jakich przyczyn kościół w Burdajnach przestał istnieć. Nie była to zapewne budowla imponujących rozmiarów, a być może w swej architekturze nawiązywał do kościoła w Skowronach. Biorąc pod uwagę lokalizację kościołów w okolicy, można przypuszczać, że stał on mniej więcej w miejscu, gdzie obecnie znajdują się zabudowania Markowskich.
Toczone w pierwszej połowie XVII w. wojny w czasie tzw. „potopu szwedzkiego” spowodowały ponownie wiele zniszczeń i wyludnienie obszaru Prus. Nic dziwnego, że Burdajny miały w 1651 r. wiele „łanów pustych”, które sukcesywnie oddawano miejscowym chłopom za nieznaczny czynsz. Wieś miała wtedy 24 łany (ok. 404 ha), a jeden oczynszowany łan „pustek” zajmował miejscowy sołtys.
Według danych zawartych w „Topografii Prus Królewskich” Johannesa F. Goldbecka z r. 1785, Burdajny jako wieś na prawie chełmińskim należały do królewszczyzn i liczyły 23 „dymy”(czyt. budynki mieszkalne). Mieszkańcy wsi byli objęci opieką duszpasterską kościoła w sąsiednim Osieku. Interesujący opis wsi znajduje się dwutomowym dziele tamtejszego pastora w latach 1786-1806, Johanna Christopha Wedeke zatytułowanym: „Uwagi z podróży przez pewną część Prus Wschodnich”(1803). Wedeke studiował teologię na Uniwersytecie w Królewcu – „Albertynie", gdzie słuchał wykładów m.in. Immanuela Kanta, a następnie (1776) był nauczycielem domowym u Dohnów z Ławek (Dohna-Lauck) i Dohnów z Gładysz (Dohna-Schlodien). Oprócz działalności duszpasterskiej zajmował się działalnością literacką, był przeciwnikiem poddaństwa chłopów i autorem wspomnianego dzieła, w którym opisuje piękno przyrody, zabytki i kulturę tej prowincji. Pastor był zaprzyjaźniony ze znanym niemieckim poetą Maxem v. Schenkendorfem (1783-1817) i wybitnym teologiem niemieckim prof. Friedrichem Schleiermacherem (1786-1806). Po odejściu z Osieka został nadwornym kaznodzieją w Królewcu, a pod koniec życia jako profesor teologii był rektorem „Albertyny". Wspomniany opis parafii znajduje się w „Rocznikach Królestwa Pruskiego” prof. Ludwika Baczki, gdzie czytamy m.in. że: „Burdajny to wieś należąca do domen królewskich, w parafii Osiek. Wokół znajdują się żyzne ziemie, toteż tutejsi chłopi są na ogół zamożni. Wieś jest czysta i zadbana, co można zauważyć już podczas pierwszego spaceru głównym traktem. Mieszkańcy cenią sobie przyzwoitość i dobre obyczaje, co od dawien dawna jest ich dewizą życiową. Pod podcieniami obszernych domów stają dobrze utrzymane sprzęty rolnicze, albo krzątają się tam gospodarze naprawiając sprzęt i uprząż. Zwracają uwagę duże obejścia gospodarskie, dobre urządzenia do uprawy roli oraz ciężkie konie pociągowe”. Opisywany dobrobyt wsi legł wkrótce gruzach, gdyż w latach 1807/12 kwaterowały tu wojska francuskie, co w efekcie spowodowało długotrwały upadek wsi.
Według spisu ludności z 1875 r. Burdajny miały 215 mieszkańców. Podczas I wojny światowej zginęło kilku mieszkańców, których nazwiska umieszczono później na pomniku erygowanym w Osieku. Największymi gospodarzami byli wówczas Rudolf Taube, który miał 67 ha i Gottfried Böhnke - 55 ha. Według danych na rok 1925, do wsi należało prawie 460 ha, było 36 zamieszkanych budynków, 47 zabudowań w ogóle, a na 197 mieszkańców wszyscy byli ewangelikami. Parafia znajdowała się nadal w Osieku, gdzie przed 1945 r. pastorem był Wilfried Walther. W okresie przedwojennym w tutejszej szkole nauczycielem był m.in. Paul Gehrmann, a w latach 1930/38 - Heinrich Siehnknecht. Okresowo, zwłaszcza na czas żniw, uruchamiano też przedszkole. W czasie działań wojennych w styczniu 1945 r. budynek szkoły został częściowo wypalony (dach), ale mury główne jeszcze długo stały, aż później zostały całkowicie rozebrane. Na fundamentach szkoły postawił sobie dom nie żyjący już Teodor Bielecki. Właścicielem miejscowej mleczarni i serowni był August Madsack. Została ona także w czasie wojny częściowo zniszczona, a w okresie powojennym rozebrana. Większymi gospodarzami we wsi byli: Adolf Ehlert - 55 ha (opisał wejście wojsk sowieckich do wsi), Friedrich Morgenroth - 22 ha, Rudolf Taube - 65 ha, August Böhnke - 55 ha, Eduard Böhnke - 21 ha i Fritz Kunkel - 47 ha. Ten ostatni był od 1933 do 1945 r. wójtem Burdajn i mieszkał w domu, gdzie dzisiaj zamieszkują pospołu Rościsław Laszuk i Eugenia Skowroń. Dom ten zwraca uwagę swoimi zdobieniami, a jeszcze długo po wojnie miał od strony szosy ładną drewnianą werandę, przed którą rosły dwa pomnikowe srebrne świerki. Budynek ten został wybudowany w okresie międzywojennym, na miejscu pochodzącego z końca XVIII w. zabytkowego domu podcieniowego (Vorlaubenhaus). Ten ostatni został rozebrany i przeniesiony do skansenu w Olsztynku, gdzie dzisiaj jest jednym z najpiękniejszych zachowanych domów podcieniowych. Kryty strzechą, z ryglowym podcieniem z wypełnieniem, wspartym na pięciu słupach z mieczami, budzie żywe zainteresowanie zwiedzających.
Bauer Kurt Prowe, który gospodarzył na 45 ha, prowadził we wsi gospodę „Pod Trzema Lipami" (Zu den Drei Linden), z publicznie dostępnym telefonem. Koło gospody znajdowała się stacja benzynowa. Dzisiaj jest tu łąka Cz. Kupczyka, a po dawnej gospodzie zostały tylko resztki fundamentów. Zastępcą przewodniczącego rady gminy był Albert Tietz, który miał 51 ha ziemi. Według osób które go znały, był niezbyt lubianym przez mieszkańców, a w czasie wojny cieszył się złą opinią wśród polskich robotników przymusowych. Po zajęciu Burdajn, żołnierze sowieccy zastrzelili żonę Tietza, starego Rudolfa Taube z żoną, babkę kowala O. Richtera, Bormanna i jeszcze kilka innych osób (na posesji R. Taube). Dzisiaj w domu A. Tietza mieszka Andrzej Białobrzeski. Miejscowym kowalem był Otto Richter, którego kuźnia w dobrym stanie zachowała się do dzisiaj i należy do Czesława i Marii Kupczyków. Matka kowala Richtera była wiejską akuszerką. W kuźni pracował w czasie wojny jako robotnik przymusowy ojciec Marii Kupczyk - Michał. Przed nadejściem wojsk sowieckich wyjechał na krótki urlop do rodziny w okolice Gniezna. Przyjechał jednak do Burdajn kilka miesięcy po wojnie na rekonesans, a następnie sprowadził całą swoją rodzinę. Obok kuźni znajdował się barak, w którym mieszkali pracujący we wsi francuscy robotnicy przymusowi. Stelmachem wiejskim był Friedrich Reisberg, a dróżnikiem Karl Wengel - dzisiaj mieszka tu Połeć, a w sąsiedztwie znajdowały się niegdyś zabudowania w których osiedlił się Józef Michałek - brat Wacława Michałka, osadnika wojskowego. Pod koniec stycznia i na początku lutego 1945 r. w okolicy toczyły się ciężkie walki i również Burdajny wiele ucierpiały, a we wsi stały wraki zniszczonych podczas walk pojazdów wojskowych. Spłonęło kilka domostw i zagród, m.in. Augusta Goike, Augusta Drehera i F. Morgenrotha. Dziwnym trafem zachował się dom o ciekawej zabudowie drewnianej, w którym mieszka obecnie Stanisław Kowalewski. Część pozostałych we wsi Niemców schroniła się w położonych na skraju lasu zabudowaniach zwanych „Waldherrmanns Haus”. Po wojnie mieszkał tu Antoni Zalewski, a później Bronisław Nadziejko.
Pod koniec 1945 r., kiedy Burdajny podobnie zresztą jak wiele innych wsi, były nieustannie plądrowane przez szabrowników z Warszawy i jej okolic, zaczęli przybywać tu pierwsi polscy osadnicy. Spotykali jeszcze wielu Niemców, którzy nie uciekli przed nadchodzącymi wojskami sowieckimi, przeżyli okrucieństwa soldateski oraz uniknęli masowych deportacji na Syberię. Pierwszymi Polakami - osadnikami we wsi byli m.in. Andrzej Smoliński, Czesław Kubiński, Stefan Neter, Piotr Mech, Stanisław Jankowski i Powroźnik. Jako trzynasty w dniu 26 października 1946 r. przybył spod Gniezna Michał Kupczyk z żoną Emilią oraz córkami – Marią i Krystyną. Zamieszkali w domu kowala O. Richtera, który trafił do sowieckiej niewoli i wrócił z niej po dziesięciu latach. Jego dwaj synowie odwiedzają od czasu do czasu swoją ojcowiznę i są goszczeni przez Czesława Kupczyka i jego żonę Marię z domu .... Kupczyk! Poznali się w Burdajnach i już kilkadziesiąt lat prowadzą tu zgodne życie. Osadnikiem wojskowym był Wacław Michałek, który zajął posesję naprzeciwko domu M. Kupczyka, ale zabudowania te już nie istnieją, a ich miejsce wyznaczają resztki fundamentów i drzewa starego sadu owocowego. W roku 1947 w ramach Akcji "Wisła" zostali w Burdajnach przymusowo osiedleni m.in. Katarzyna Polifka z córką Marią, Wasyl Małyjki i Mykoła Czerwiniak - wszyscy ze wsi Buk pow. Lesko w Bieszczadach. Przybył także Rościsław Laszuk, którego rodzice zamieszkali we wspomnianym wyżej domu wójta wsi Fritza Kunkela, który miał pięcioro dzieci. Troje z nich: Maria, Christel i Gizela często odwiedzają swoją rodzinną wieś i są gościnnie podejmowani przez R. Laszuka, który rozumie ich przywiązanie do rodzinnych stron, gdyż sam w sposób niezawiniony je utracił (1) . Pierwszym sołtysem wsi był A. Smoliński, który zapisał się niezbyt korzystnie w pamięci dawnych mieszkańców. Na każdym kroku starał się dręczyć i poniżać Niemców, a wobec współziomków też nie zachowywał się przyzwoicie. Nieco później sołtysem był Stanisław Jankowski.
Pierwsi polscy osadnicy korzystali z posługi duszpasterskiej w sąsiednim Osieku, gdzie na początku 1947 r. kuria biskupia skierowała ks. Stanisława Czernika, byłego kapelana AK w stopniu pułkownika. Po nim obowiązki duszpasterskie pełnił krótko ks. Piotr Żarnowski, a w latach 1954-57 proboszczem był ks. Paul Dziendzielewski, z pochodzenia Mazur. Od 1954 do 1955 r. proboszczem był ks. Jerzy Sojka.
Dzisiejsze Burdajny imponują pięknem swego położenia, natomiast stan zabudowy wsi nie napawa już takimi odczuciami. Wiele niegdyś ładnych, obszernych budynków jest wyraźnie zaniedbanych, chociaż spod odpadających tynków, niszczejących okien i dachów widać, że kiedyś życie miało tu zgoła odmienny wymiar.

Lech Słodownik
1. Panom: Czesławowi Kupczykowi i Rościsławowi Laszukowi dziękuje niniejszym za cenne uwagi przy zbieraniu materiału do biogramu wsi Burdajny.


Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności