3 grudnia 2021 Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Reklama Heops

Krwawa i bezczelna. Armia Czerwona na ziemi pasłęckiej

dodał 2021-02-15
Krwawa i bezczelna. Armia Czerwona na ziemi pasłęckiej

Gość w dom, Bóg w dom? Piękna zasada, ale przeważnie nie do zrealizowania, jeśli chodzi o pierwsze miesiące powojennego Pasłęka i okolic. Do mieszkań, czy to zajmowanych przez Niemców, czy Polaków, w każdej chwili mogli bowiem wejść czerwonoarmiści. Powiedzieć, że to zwiastowało kłopoty, to nic nie powiedzieć - żołnierze spod znaku sierpa i młota albo gwałcili żony i córki, albo ogołacali mieszkanie z wartościowych przedmiotów, albo jedno i drugie. Takie przypadki można liczyć w dziesiątkach, jeśli nie setkach, a koszmar mieszkańców, rozpoczęty w styczniu/lutym 1945 roku trwał kilka powojennych lat.

Niemcy wyzwoleni od życia

Nie będziemy rozpisywać się o zniszczeniach materialnych, dokonanych przez Armię Czerwoną w Pasłęku - dość wspomnieć, że w wyniku działań Sowietów zniszczeniu uległo 60% zabudowy miasta. Jeszcze nim krasnoarmiejcy przekroczyli 23 stycznia 1945 pasłęckie rogatki, pobliskie drogi zapełniły się Niemcami, pragnącymi umknąć “wyzwoleńczej” armii.

Ostatnie dwa dni przed posuwającym się ze wschodu na zachód frontem wojsk sowieckich szła olbrzymia fala uciekinierów. Uciekali pojedynczo, uciekali całymi rodzinami. Uciekali pieszo, furmankami konnymi, samochodami, motocyklami […]. Częste zderzenia i katastrofy w ruchu kołowym, a także kule i bomby z samolotów, słały trupami wszystkie drogi”.

Trup pościelił się gęsto też w Zielonce Pasłęckiej, obejmując około 300 osób - żołnierzy Wehrmachtu oraz cywilów, w tym nastolatków. Chodzi o wydarzenia z 22 stycznia, gdy do wsi zbliżali się czerwonoarmiści, a na miejscowym dworcu przystanek zrobił sobie pociąg z rannymi wehrmachtowcami.

Na dokładkę, na stację zajechały dwa kolejne składy, jeden z kierunku Pasłęka, drugi z kierunku Małdyt - wypełniony niemiecką młodzieżą. Ewakuowanym nastolatkom nie było dane opuścić Zielonki – kiedy Sowieci podeszli pod wioskę, otworzyli ogień. Kto z szeregowców Wehrmachtu czy młodych Niemców nie zginął w pociągu, poległ podczas ucieczki.

Łącznie, śmierć poniosły trzy setki mężczyzn, kobiet i dzieci - pochowano je na polu naprzeciwko stacji. Większość z tych, którzy przeżyli ostrzał (kilkadziesiąt osób), trafiła natomiast do sali kinowej w Zielonce, gdzie dochodziła do zdrowia przez kilka miesięcy. Armia radziecka tymczasem wkroczyła do Pasłęka i rozpoczęła gehenna mieszkanek – traktowane jako wojenne trofeum, masowo były gwałcone, a niejednokrotnie mordowane.

Przed “wyzwolicielami” Niemki kryły się, gdzie popadnie – na strychach, w stodołach, po piwnicach. Wiele z nich wolało wręcz się zabić niż dostać w łapska czerwonoarmistów, dochodziło też do przypadków, gdy zbiorowe samobójstwo popełniały kilkuosobowe rodziny. Los Niemców i Niemek, którzy nie zdecydowali się na ten krok, też nie był do pozazdroszczenia - najczęściej czekała ich deportacja do ZSRR.

Sowieckie pasożytowanie na polskim mieście

Nim formalnie, na przełomie maja i czerwca 1945 roku, władzę w Pasłęku i okolicy przejęli Polacy, ziemią pasłęcką rządzili sowieccy komendanci wojskowi. Siedzibę miejskiego komendanta zorganizowano przy obecnej ulicy Piłsudskiego, a wokół niej wydzielono ogrodzoną strefę dla reszty krasnoarmiejców. Tabliczka z napisem “wstęp wzbroniony” nie była potrzebna - zasieki z drutu kolczastego i strażnicy stanowili gwarancję, że nikt niepożądany nie pojawi się w pobliżu.

Jak wspomnieliśmy, przełom maja i czerwca przyniósł Pasłękowi polską władzę, dokładniej starostę Władysława Zielińskiego. W praktyce jednak, do września - momentu likwidacji komendantury – miasto trzymał twardą ręką komendant Iwan Dmitrewicz Dedenkow. Wraz z nim pasłęcki gród opuścili niemal wszyscy żołnierze Armii Czerwonej i mogłoby się wydawać, że dla przybywających nad Wąską Polaków nastanie spokój.

Nic z tego – grupa, która pozostała tu w celach obserwacyjnych, jeszcze nie raz dała się mieszkańcom we znaki. Aby dopełnić obrazu, wspomnijmy o komandach gospodarczych, tworzonych równolegle do komendantur. Zwierzęta gospodarskie, warzywa, owoce, maszyny, meble, obrazy – Sowieci grabili, co się da, a zrabowane rzeczy transportowali do punktu zbiorczego w Młynarach. Tam już czekała kolej, wywożąca łupy do Wielkiego Brata.

Pół biedy, jeśli żołnierze radzieccy ograniczali się do grabieży, w przypadku oporu rabowanych mieszkańców byli gotowi posunąć się do zabójstwa. Przykładem śmierć Franciszka Szypszaka, wójta Zielonki Pasłęckiej, który sprzeciwił się przejmowaniu siłą miejscowego bydła przez czerwonoarmistów. O niecnym procederze postanowił poinformować milicję i w tym celu poszedł na piechotę do Pasłęka.

Nie doszedł - “został na szosie dopędzony przez auto z żołnierzami Armii Czerwonej i zastrzelony”. Krasnoarmiejcy zadbali przy tym o brak świadków - zginął również, towarzyszący bratu, Michał Szypszak. Z kolei mieszkającymi obok Zielonki Stanisławowi Wilczewskiemu żołnierze w trakcie rabunku przestrzelili płuca. I tak miał szczęście - tylko we wrześniu 1945 z rąk czerwonoarmistów zginęło 6 mieszkańców powiatu pasłęckiego.

Gdy jesienią tego samego roku (na polecenie starosty) ludność Majek i pobliskich wiosek wzięła się za wykopki (do wykopania było 14 hektarów ziemniaków wokół Majek), Sowieci również byli na posterunku. Zażądali od kopiących wódki w zamian za zgodę na prace polowe, a gdy spotkali się z odmową, ostrzelali chłopów. Wskutek tej akcji wykopano tylko 2 wozy kartofli, a reszta zamarzła.

Stajnia pw. św. Bartłomieja

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że karząca sowiecka ręka dosięgała tylko szaraczków. Przekonali się o tym ubecy, którzy w 1945 roku, w Drulitach, znaleźli w stogu słomy niemiecki motor marki DKW. Gdy tylko “radzieccy” dowiedzieli się o znalezisku, zgłosili się po pojazd, ale Polacy nie zamierzali go sprezentować “sojusznikom”. Cóż z tego – w nocy ubeków napadnięto, związano, a motocykl zabrano w siną dal.

Takie sytuacje można by mnożyć w nieskończoność, ale zdarzały się i wyjątki, gdy sowieckie dowództwo karało podkomendnych. Tak zakończyła się historia ze świniami, które czerwonoarmiści ukradli rolnikom w Marzewie. Ze zdobyczą na wozach nie ujechali daleko – zostali zatrzymali w Zielonce Pasłęckiej przez milicję i mieszkańców, a potem “przyjechał radziecki kapitan, wziął gruby kij i kiedy pojedynczo wychodzili z aresztu, okładał ich tym kijem, aż kij się połamał. Potem zabrał tych złodziei i pojechał do Pasłęka”.

O takich “drobiazgach” w wykonaniu Sowietów, jak zamienienie Kościoła pw. św. Bartłomieja w stajnię, nawet nie warto wspominać. Na koniec słowo o cmentarzu radzieckim w Pasłęku - po 1945 roku, przy dzisiejszej ulicy Bankowej, znalazło miejsce spoczynku około 20 czerwonoarmistów. Nie byli to bynajmniej bohaterowie wojenni, ale w zdecydowanej większości ofiary pobić/zatrutego alkoholu. Dziś po cmentarzu nie ma śladu - w 1974 roku szczątki żołnierzy ekshumowano, a następnie pochowano w Braniewie.

Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Pasłęk. Spotkania z historią i legendą” ks. Wiesława Rodzewicza i Józefa Włodarskiego oraz „Pasłęk: z dziejów miasta i okolic 1297-1997” pod red. nauk. Józefa Włodarskiego.

Tomasz Czapla


POMOC DROGOWA/ USŁUGI TRANSPORTOWE do 27 TON
kocham Jarka