17 listopada 2019 Salomei, Grzegorza, Elzbiety

Lech Słodownik: Akcja Specjalna

dodał 2019-02-08
Lech Słodownik: Akcja Specjalna
Taki tytuł nosi książka Jana Pisulińskiego, wydana w rzeszowskim wydawnictwie "Libra" w 2017 r. Autor jest znanym autorytetem w sprawach powojennej ukraińskiej irredenty, a więc przy okazji jego najnowszego opracowania jest okazja by na ten temat skreślić kilka słów.

Na wiosnę tego roku minie 72 lata od rozpoczęcia Akcji "Wisła". Akcji, która mimo upływu lat, budzi ciągle wiele emocji. Zwłaszcza na terenach, na których przyszło nam po 1945 r. żyć, pracować, kochać i niestety, umierać. Dość powiedzieć że do końca lipca 1947 r. przesiedlono przymusowo ponad 149 tysięcy Ukraińców, Łemków, Hucułów, Dolinian, Bojków, w tym również wielu Polaków. Wg innych danych, liczba wysiedlonych sięgała 200 tysięcy osób. Dzisiaj niewielu z nich żyje. Przesiedlano ich na poniemieckie tereny na północy i zachodzie kraju, a głównymi ośrodkami poprzedzającymi detaliczne rozmieszczenie Ukraińców był Olsztyn i Szczecinek. Działania Grupy Operacyjnej "Wisła" powołanej przeciwko ukraińskiemu podziemiu doprowadziły w efekcie do jego znacznego osłabienia i rozproszenia. Po jej zakończeniu kilka tysięcy partyzantów UPA i ich zwolenników umieszczono w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Ale nieco wcześniej, władze polskie przez ponad dwa powojenne lata, zajęte innymi ważnymi problemami, nie doceniały problemu podziemia ukraińskiego. Dopiero wiosną 1947 r., po zdławieniu po-AK-owskiego podziemia polskiego, zdecydowały się na skierowanie do południowo-wschodniej Polski ponad 20 tysięcy żołnierzy. Do tej liczby doszli jeszcze funkcjonariusze milicji, aparatu bezpieczeństwa publicznego, Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego (KBW) oraz innych służb, np. straży granicznej. Teren operacji podzielono na 4 rejony: "S" (Sanok), "R" (Rzeszów), "G" (Gorlice) i "L" (Lublin). Czynnikiem przyśpieszającym działania utworzonej Grupy Operacyjnej "Wisła" była śmierć gen. Karola "Waltera" Świerczewskiego - 28.3.1947 r. Akcja Specjalna "Wisła" była niewątpliwie największą powojenną operacją militarną Wojska Polskiego, podczas której prowadzono regularne działania zbrojne. Przyjmuje się że trwała od 28 kwietnia do końca lipca 1947, chociaż ostatnie wysiedlenia miały miejsce jeszcze w 1950 r. Odpowiedzialnym za przygotowania i przeprowadzenie tej akcji został gen. bryg. Stefan Mossor (1896-1957), dobrze wykształcony i doświadczony oficer, uczestnik wojny przeciwko bolszewikom w 1920 r.

W ramach niniejszego artykułu trudno przedstawić nawet w największym skrócie całość tych zdarzeń, ale można zamieścić 'in extenso' kilka ciekawych wątków narracyjnych z książki J. Pisulińskiego, jego spostrzeżeń i uwag. Czytamy m.in.: (...) wysiedleniu podlegać miały wszystkie rodziny ukraińskie i mieszane, a więc nie tylko te, które współpracowały z ukraińskim podziemiem (...) możliwe było przesiedlenie rodzin polskich, a prawo pozostania miały tylko te rodziny polskie, odnośnie których nie było najmniejszych poszlak współpracy i sympatyzowania z bandami (...). Oczywiście w tamtych czasach przemożną rolę w strukturach WP odgrywał Wydział Polityczno-Wychowawczy. Był on również niezwykle aktywny w sztabie Grupy Operacyjnej "Wisła". W jego wytycznych czytamy: "Naczelne dowództwo stawia przed nami zadanie wytępienia resztek faszystowskich band ukraińskich grasujących na południowo-wschodnich terenach Rzeczypospolitej i zapewnienie na tych terenach pełnego spokoju i bezpieczeństwa. Szybkie i sprawne wykonanie tego zadania jest jednym z warunków ostatecznej stabilizacji w kraju, jest ważnym krokiem na drodze do odbudowy Państwa Polskiego. Tak jak wywalczyliśmy Niepodległość Polski na frontach ostatniej wojny, tak musimy zniszczyć i to ostatnie ognisko niepokoju jakim są resztki band faszystowskich rekrutujących się z SS-manów i byłej dywizji SS-Galizien. Tego żąda od nas cały naród. Dla wykonania tego zadania niezbędnym jest przesiedlenie z tych terenów resztek ludności ukraińskiej, która stanowi bazę dla faszystowskich band UPA i osiedlenie na jej miejscu osadników wojskowych (...)

(Fot. Jabłonki 28.3.1947, godz. 9,35. Gen. K. Świerczewski przeszyty serią z ukraińskiego erkaemu.)

Warto również zacytować tutaj kilka wątków prowadzonej wówczas propagandowej anty-ukraińskiej kampanii, która nasiliła się zwłaszcza po śmierci gen. K. Świerczewskiego. Pojawiły się wtedy nawet żądania odwetu na ukraińskich sprawcach. Komentarze o podobnym wydźwięku zamieszczano wówczas w pepeerowskim "Głosie Ludu", w pepeesowskim "Robotniku" a nawet w opozycyjnej - peeselowskiej "Gazecie Ludowej". Pojawiło się wiele tekstów o UPA, również filmów w niezwykle popularnej "Kronice Filmowej". Publikowano całe cykle reportażowe, a najdłuższym z nich był 12-odcinkowy serial pióra specjalnego wysłannika pepeerowskiego "Głosu Ludu" Juliusza Wirskiego, zatytułowany "Na tropach UPA". Jan Pisuliński napisał: (...) Właściwie we wszystkich tych materiałach podkreślano wyjątkowe okrucieństwo banderowców, faszystowską proweniencję podziemia ukraińskiego OUN-UPA i jego bliską współpracę z hitlerowcami, przy okazji przypominając np. o ich udziale w zbrodniczym tłumieniu Powstania Warszawskiego. Na tym tle podnoszono ofiarność walczących z nimi żołnierzy, funkcjonariuszy milicji i bezpieki. Złapanych upowców opisywano jako brudnych, zarośniętych, o nienawistnym spojrzeniu (...).

Akcję propagandową prowadzono także wobec ludności ukraińskiej i samych członków OUN-UPA. Jedną z jej form była ulotka zrzucona z samolotów 28.4.1947 r.. a więc w dniu rozpoczęcia przesiedlenia. Jest ona na tyle ciekawa, że warto podać jej obszerne fragmenty: - "Do obałamuconych członków band U. P. A.". Napisano w niej: (...) W całym kraju panuje spokój, a ludność odbudowuje zniszczenia i leczy rany, zadane jej przez nienawistnego okupanta hitlerowskiego. Jedynie na płd.-wschodnim pograniczu, na terenie kilku powiatów dopuszczacie się mordów, podpaleń i grabieży za namową swych dowódców - pachołków krwawego kata Hitlera, byłych S.S.-manów i policjantów (...) Dlatego Rząd Polski postanowił Ostatecznie i Nieodwołalnie zakończyć z tym stanem rzeczy i przywrócić pełen spokój i porządek na tych terenach. Państwowy Urząd Repatriacyjny dokonuje przesiedleń ludności ukraińskiej na inne tereny Rzeczypospolitej, gdzie zostają jej przydzielone gospodarstwa rolne i zapewnione warunki spokojnej pracy. Ludność ukraińska po przesiedleniu - wolna od grabieży i mordów, wolna od waszego terroru, błogosławi Rząd za to, że wybawił ją od ustawicznego strachu przed wami. Jednostki Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego otrzymały rozkaz zniszczyć was i nie przerwą swej walki i akcji aż do pełnego wykonania rozkazu. Dziś jesteście głodni i obdarci. Wskutek ciągłego pościgu żyjecie jak dzikie zwierzęta, w brudzie, o chłodzie. Gryzą was wszy. Nie możecie spocząć, ani się umyć, bo nawet mydła nie macie. Tęsknicie za waszymi krewnymi i bliskimi, a oni za wami. Ale wasi przywódcy - aby utrzymać was w lesie i na drodze zbrodni - opowiadają wam bzdury o trzeciej wojnie, która ma jakoby wkrótce wybuchnąć, a o której nikt na świecie poważnie nie myśli. Opowiadają wam o wojnie, której wszystkie narody świata nienawidzą i przeklinają. Opowiadają wam o nienawiści Polaków do ludności ukraińskiej, gdy my z waszymi braćmi ze Związku Radzieckiego - z Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką - żyjemy w trwałej i serdecznej przyjaźni. Wasi przywódcy oszukują was opowiadając o okrucieństwie naszych żołnierzy. W rzeczywistości członkowie band U. P. A. wzięci do niewoli są zdumieni poprawnym traktowaniem ich. Ale jeśli któryś z was przejrzał i ma dość tego życia, ściganego dzikiego zwierzęcia - to wasi przywódcy rozstrzeliwują takich przy pomocy swojej S.B. na wzór hitlerowski (...) Sprawa każdego z jeńców jest u nas rozpatrywana indywidualnie i sprawiedliwie. - Kto się zgłosi dobrowolnie z bronią w ręku ten będzie żył -. Już w ciągu pierwszego miesiąca akcji uspakajania tych terenów, zdobyliśmy bardzo wiele ważnych wiadomości. Wiemy o was wszystko. Musicie zrozumieć, że zniszczenie waszych band do ostatniego człowieka jest kwestią niedługiego czasu. A kto tego nie zrozumie, albo zrozumieć nie zechce - tym gorzej dla niego. Nie pomoże wam rozproszenie na małe grupy. Nie pomoże wam ucieczka na inne tereny, a nawet na sąsiednie tereny przygraniczne, gdzie czekają was organa bezpieczeństwa zaprzyjaźnionych krajów. Porzućcie więc drogę zbrodni póki nie jest za późno. Nie słuchajcie obłąkanych zbrodniarzy, którzy jeszcze dziś wami kierują. Otrząśnijcie się z terroru w jakim dotychczas żyjecie. Rzucajcie swe zbrodnicze bandy. Szukajcie drogi powrotu do normalnego i spokojnego życia (...).

(Fot. Binczarowa powiat nowosądecki. Ostatnia przed wysiedleniem, cerkiewna Wielkanoc - 13.4.1947 r. )

J. Pisuliński napisał, że w dniu 28.4.1947 r. około godziny trzeciej w nocy pododdziały WP przystąpiły do otaczania ponad setki ukraińskich wiosek, przeznaczonych w pierwszym rzucie do przesiedlenia. Zgodnie z instrukcjami dawano czas do godziny 11-12 na spakowanie, następnie uformowane kolumny z mieniem ruszały, zwykle w hałasie, wśród płaczu dzieci i zawodzenia kobiet. Przesiedleńcy mieli docierać do pułkowych punktów zbornych (ppz) pieszo lub wozami, własnym transportem. Stamtąd na stacje załadowcze przy wykorzystaniu przydzielonych samochodów. Zwracano uwagę, by mieli zapewnioną opiekę sanitarną i wyżywienie. Standardowy transport liczył przeciętnie 40 wagonów krytych i 10 platform. Przewidywano, że do jednego krytego wagonu zmieszczą się dwie trzyosobowe rodziny a cały transport będzie składał się z ok. 300 osób, 120 sztuk inwentarza żywego i 30 wozów, a na wyjeżdżającego przypadało 2 kg chleba. W pierwszych dniach akcji wysiedlano wszystkich, także niekompletne rodziny, natomiast obłożnie chorych wynoszono na łóżkach z domów. Jeśli więc ktoś akurat przebywał poza rodzinną miejscowością, musiał potem długo szukać swoich bliskich... I tak na przykład w powiecie Brzozów na Podkarpaciu miejscowy Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) umieścił w wykazach do wysiedlenia ogółem 362 rodziny ukraińskie (1256 osób) i 271 rodzin mieszanych (887 osób) - w 21 miejscowościach. 28 kwietnia 1947 r. 4 Pułk Piechoty WP przesiedlił wschodnie, zasańskie gromady powiatu: Hroszówkę, całą Hutę-Poręby, Nehrybkę (przysiółek Jawornika Ruskiego), Jabłonicę Ruską, Siedliska, Ulucz, Wołodź i Wolę Wołodzką oraz przysiółek Zahuty. W Hroszówce dano na spakowanie trzy godziny. Ze wsi wyjechały także polskie rodziny, mimo iż żołnierze chcieli je zostawić. W tej miejscowości oraz w Jabłonicy i Uluczu żołnierze wyrzucali z chat i bili opierających się. Były przypadki iż żołnierze rabowali i brali łapówki za zwolnienie z wysiedlenia... Ale na ogół dobrze traktowali wysiedlanych. Niestety, zdarzało się że Polacy rabowali wysiedlone gospodarstwa... Prowadzono aktywną pracę operacyjną, zwerbowano 5 tajnych współpracowników i 4 informatorów, zatrzymano 12 osób. Mężczyzn weryfikowali w punktach załadowczych oficerowie polityczno-wychowawczy w porozumieniu z oficerami dywizyjnej informacji wojskowej (wywiadu) i przydzielonymi funkcjonariuszami UB. Prawie nigdzie nie stawiano oporu, gdyż mieszkańcom mówiono, że to dlatego, że współpracowali z banderowcami i ten kto nie wyjedzie, będzie represjonowany.

(Fot.: Dwóch jeńców UPA (jeden trzyma papierosa, poczęstowany przez żołnierzy WP).

Przesiedlana ludność, wbrew wcześniejszym oczekiwaniom władz, biernie poddawała się losowi i właściwie nigdzie nie broniła się przed wyjazdem. Jak zauważono w jednym z wojskowych raportów, zapanowała swoista 'psychoza wyjazdu', traktowanego jako nieunikniony los, chociaż towarzyszył temu płacz osób starszych, kobiet i dzieci, często złorzeczenia i obelgi. Jednocześnie wg meldunków wojskowych, wielu przesiedlanych odetchnęło z ulgą, gdy dowiedziało się iż zostaną wywiezieni na tereny poniemieckie, a nie do USRR (sowieckiej Ukrainy). Jednakże już na początku maja 1947 r. zakazano przesiedlania Polaków i tych rodzin mieszanych, którym nie udowodniono współpracy z podziemiem. Zabraniano wysiedlania pracowników leśnych, kolei, przemysłu naftowego i innych pracowników państwowych. Część osób uznanych za Polaków i zwolnionych z przesiedlenia nie chciała zostać, ponieważ była zżyta z wysiedlanymi... Zgodnie z instrukcjami, wojsko paliło wysiedlane gospodarstwa, całe wsie i przysiółki, zwłaszcza te znajdujące się blisko kompleksów leśnych. Miało to z jednej strony odciąć oparcie dla UPA, a jednocześnie zniechęcić wysiedlanych do ewentualnego powrotu. Palenie wsi ukraińskich nie sprawiało dużego problemu - zabudowa była na ogół drewniana, prymitywne dachy kryte strzechą lub łupkiem, a jedyną, solidną konstrukcją był komin wybudowany z cegły lub gliny. Z tego powodu przesiedleni Ukraińcy, w wielu przypadkach, przeżywali cywilizacyjny szok, gdy na tzw. Ziemiach Odzyskanych spotykali domy z cegły, z podłogami drewnianymi (a nie z polepą), z solidnymi budynkami gospodarskimi i nowoczesnymi sprzętami rolniczymi.

Według ukraińskich meldunków, już 28.4.1947 r. wojsko spaliło 9 bieszczadzkich wsi: Buk, Hulskie, Jaworzec, Kobylskie, Krzywe, Przysłup, Strubowiska, Ustrzyki Dolne, Wetlinę, częściowo Dołżyce, następnego dnia zaś kolejne 4: Łopienkę, Studenne, Tworylne i Zawój oraz zabudowania Sokolików i Tarnawy Wyżynnej - po polskiej stronie rzeki San. Ponadto spalono cerkwie w 9 wsiach, poza wspomnianymi wyżej, też w Beniowej, Bereżkach, Berehach Górnych, Bukowcu koło Sianek, Dźwiniaczu, Smereku, Studennem, Stuposianach, Tworylczyku i Wołosatem. Praktycznie wszystkie osady w tzw. cyplu cisniańskim uległy spaleniu. Wcześniej żołnierze zdewastowali cerkwie w których kwaterowali, zdemolowali cerkiew w Krywem, kradnąc część wyposażenia a w Przemyskiem spalili 29.4.1947 r. starą, XVI-wieczną cerkiew w Berendowicach...

(Fot: Bieszczady 1947. Żołnierze KBW pozują do zdjęcia.)

Jaka była reakcja ukraińskiego podziemia OUN-UPA na wysiedlenia ? - Z pewnością w pierwszej fazie Akcji "Wisła" byli mocno zaskoczeni jej rozmiarem. Mówią o tym relacje i zeznania kierownictwa podziemia ukraińskiego, m.in. "Hromenki", Stiaha", "Dalnycza" i "Orłana". Nie podejmowało ono walki, nie próbowało przeszkodzić wysiedleniom, minować dróg itd. W swoim sprawozdaniu "Stiah" tłumaczył się przełożonym, że ogrom sił przeciwnika i jego nagła akcja oraz kontrolowanie prawie całego obszaru uniemożliwiły reakcję. W zeznaniach Eustachego Brewki "Kłyma" można przeczytać: "zdawano sobie sprawę, że to już koniec partyzantki, po co dalej walczyć, co pomaga wywieszanie Ukraińców przez bezpiekę za byle przestępstwo". Zaczęto poważnie myśleć o wycofaniu się na Zachód, do Amerykanów. W ostatnim etapie Akcji Specjalnej "Wisła" - od czerwca 1947 r., wysiedlono 5 powiatów woj. lubelskiego (tomaszowski, hrubieszowski, włodawski, bialski i chełmski) oraz powiat nowosądecki i kilka wsi w woj. krakowskim.

(Fot.: Bieszczady 1947. Żołnierz KBW pozuje do zdjęcia z erkaemem Diegtariowa, zwanym "talerzówką". )

Ogółem w ramach Akcji Specjalnej "Wisła" przesiedlono ok. 149 tysięcy ludności ukraińskiej. Zabito 519 członków ukraińskiego podziemia, zatrzymano 521 partyzantów UPA, skazano na śmierć i stracono ponad 200 osób, w tym 5 striłciów sotni "Chrynia" odpowiedzialnych za zabicie gen. K. Świerczewskiego. Należy dodać, że Bolesław Bierut skazanych Ukraińców ułaskawiał bardzo rzadko - do końca 1947 r. z 63 osób udało się to tylko 10.

Post Scriptum.

W drugiej połowie lat 60. poprzedniego stulecia odwiedziłem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Byłem akurat po lekturze powieści J. Gerharda "Łuny w Bieszczadach", jak również powieści W. Żółkiewskiej "Ślady rysich pazurów" drukowanej w odcinkach w niezapomnianym tygodniku "Świat Młodych". Znałem też film "Ogniomistrz Kaleń" a moimi sąsiadami była rodzina ukraińska z Akcji "Wisła". Pamiętam, że podczas zwiedzania Muzeum WP największe wrażenie zrobił na mnie... mundur gen. K. Świerczewskiego ! - Tak, to było dla mnie bezpośrednie obcowanie z historią, miałem ją wręcz na dotyk. Pochylałem się bowiem zszokowany nad szklaną gablotą, widziałem przestrzeliny w mundurze (marynarce, na boku, na rękawie) i na spodniach generała, a wokół tych przestrzelin - ciemne plamy. Były to plamy zaschniętej krwi, która miała już wtedy ok. 20 lat. Widziałem też pistolet generała i pocisk ukraińskiego erkaemu wyjęty z jego ciała... Oczywiście - dzisiaj nie ma śladu po tym mundurze, pewnie zalega gdzieś w zakurzonych, magazynowych otchłaniach Muzeum... Generał okazał sie bowiem być "nie po linii i na bazie" ipeenowskich historyków, a jego biografia napisana m. in. słowami J. Broniewskiej "O człowieku, który kulom się nie kłaniał" miała tyle wspólnego z prawdą, co sowiecki dziennik "Prawda". Tym niemniej ten rekwizyt robił, nie tylko na mnie, wrażenie. Dzisiaj go nie ma. Ale nie ma też pomnika gen. "Waltera" w Jabłonkach, nie ma wielu tablic memorialnych, upamiętnień etc. - odnośnie przelanej żołnierskiej, milicyjnej, kabewiackiej i innej krwi w Bieszczadach, na Podkarpaciu i tak w ogóle. Nadeszły bowiem czasy, że polska krew - przelana w tamtych tragicznych czasach - jest również "dobrego i złego sortu"...

Lech Słodownik


Kabaret Koń Polski

Pozostało12 dni

Pasłęcki Ośrodek Kultury zaprasza na występ kabaretu Koń Polski, który...


Bartosz Furman dla chorej Liwii

Pozostało14 dni

W niedzielę 1 grudnia br. o godzinie 18:00 w klubie YOLO w Elblągu odbędzie się...


Pierniki i marcepany

Pozostało23 dni

Biblioteka Publiczna w Pasłęku oraz Pasłęcki Ośrodek Kultury serdecznie zapraszają...