13 lipca 2020 Henryka, Kingi, Andrzeja

Mała wieś Anglity pod Pasłękiem

dodał 2020-02-10
Mała wieś Anglity pod Pasłękiem

Wracamy do dawnego cyklu artykułów historycznych pn. Wsie dawnego powiatu pasłęckiego. Autorem cyklu jest Lech Słodownik, historyk pochodzący z Rychlik. Na początek publikujemy tekst dotyczący wsi Anglity położonej niedaleko drogi orneckiej.

jp

Krótko przed wybuchem II wojny światowej Anglity liczyły 227 mieszkańców, a właścicielem tutejszych dóbr oraz majątku w Nowym Monasterzysku był doktor praw August Friedrich baron von Minnigerode. Większość czasu spędzał w Berlinie, toteż dobra w Anglitach dzierżawione były przez Ernsta Schumachera, a w Nowym Monasterzysku przez Alfreda Doepner’a. Do posiadłości barona należał tutejszy Las Kajmy o powierzchni 108,5 ha oraz las koło Nowego Monasterzyska - w sumie 430 ha. Leśniczym dworskim był Freiwald. Właściciel tych dóbr Wilhelm baron von Minnigerode-Rossitten i doktor praw August Friedrich baron von Minnigerode-Angnitten byli osadzeni przez Gestapo na kilka miesięcy w berlińskim więzieniu Moabit. Na święta Bożego Narodzenia 1944 r. zostali zwolnieni. Herb von Minnigerode przedstawia w tarczy haczyk wędkarski, a w klejnocie hełm z przyłbicą i pawimi piórami.

Krótko przed wejściem wojsk sowieckich, w styczniu 1945 r. sformowano naprędce z okolicznych mieszkańców, na ogół wyrostków i mężczyzn w podeszłym wieku, batalion Volkssturmu, którego dowódcą został wspomniany wyżej Artur Schumacher. Po zajęciu wsi przez czerwonoarmistów, większość niemieckich mieszkańców z Anglit i sąsiednich miejscowości, którzy pozostali na miejscu, skierowano do prac na rzecz oddziałów sowieckich kwaterujących w południowej części powiatu morąskiego.

Jednym z pierwszych polskich mieszkańców Anglit był przybyły tu w październiku 1946 r. Aleksander Urbanowicz (ur. 1930). Do Prus Wschodnich i „Jurandowa”, bo tak wtedy nazywano Anglity, przybył z rodzicami - Anną i Józefem oraz z siostrami Zofią i Antoniną oraz braćmi - Stanisławem, Janem, Wincentym i Ryszardem. Urbanowicze opuścili swoją rodzinną gminę Rudziszki powiat Troki na Wileńszczyźnie i najpierw od maja do października 1946 r. mieszkali w Świętym Gaju koło Kwietniewa. Gdy przybyli do Anglit, był tu już Bronisław Alenkowicz, który później wyjechał do Szczecina, a oni zasiedlili zajmowany przez niego dom. To solidny budynek z zabudowaniami gospodarczymi, pięknie położony nad dużym stawem wiejskim. Wkrótce przybyli następni osadnicy – pionierzy, na ogół z Wileńszczyzny, a więc Czupajło, Franciszek i Michalina Krawczun, Jan Nagórny z siostrami Anną, Marią i Katarzyną oraz Józef i Bronisława Sieniawscy. Ci ostatni zajęli m.in. starą kuźnię, gdzie kowalem był przed wojną Hermann Lerch i przysposobili ją na oborę. Krawczunowie, którzy dochowali się później pięcioro dzieci (trzech synów i dwie córki) zajęli natomiast część pomieszczeń w dawnym pałacu, a jego drugą część Sieniawscy. Podsołtysem wsi został Józef Urbanowicz, a sołtysem był Abramowicz mieszkający w Gulbitach. Po nim sołtysem był Michał Czerniak. Anglity nie ucierpiały zbytnio podczas wojny i zajęcia wsi przez wojska sowieckie. Domy i zabudowania gospodarcze prezentowały się okazale, wszędzie były staranne ogrodzenia, również pałac baronów von Minnigerode był nienaruszony. Stały jeszcze dwa ozdobne budynki mieszkalne, jeden tu gdzie obecnie mieszka Tekla Szuhyta i drugi – z muru pruskiego, tam gdzie później postawił swój blok mieszkalny Jan Nagórny. Jeszcze dzisiaj Tekla Szuhyta wspomina z rozrzewnieniem tamte szczęśliwe czasy, które nie były zbyt bogate, ale wypełnione ciężką pracą i radością z dnia codziennego. Dochowała się czterech córek i jedenastu wnuków. Jej jedyny syn zmarł wkrótce po porodzie.

Niespełna rok później, bo w maju 1947 r. przybyli do Anglit przymusowo wysiedleni w ramach Akcji „Wisła” m.in. z Komańczy w Bieszczadach Jan i Maria Latanyszyn z córkami Ewą, Anną i Teklą oraz Piotr Sawczak. Latanyszynowie z Komańczy przewiezieni zostali najpierw na dworzec w Sanoku, gdzie dostali siedem bochenków chleba. Następnie dwa tygodnie podróżowali pociągiem towarowym do Olsztyna, razem z krowami i malutkim konikiem „bułankiem”, który później słabo radził sobie przy tutejszych orkach. Na stacji w Pasłęku ocieliła się im krowa i Maria Latanyszyn chcąc nie chcąc, przyniosła małego cielaczka na własnych plecach aż do Kupina! Szkoły we wsi nie uruchomiono, chociaż zachował się ładny budynek poniemieckiej szkoły z budynkiem gospodarczym, oba z naczółkowymi dachami. Ostatnim niemieckim nauczycielem w tej szkole był Fritz Kiehnapfel i jego żona. Ich córka – Urszula Schwarz (1913-2005) była autorką dwóch krótkich rozpraw: „Moje piękne przeżycie” (Mein schönstes Erlebnis) i „Święta Bożego Narodzenia we wschodniopruskim majątku” (Weihnachten einem ostpreußischen Gutshof). Ta ostatnia rozprawa traktuje o świętach w majątku w Anglitach.

Po wojnie w szkole uruchomiono świetlicę wiejską, gdzie m.in. Tekla Szuhyta była organizatorką znanych na okolicę zabaw i uroczystości. Dzieci z Anglit chodziły do szkoły w Łuksztach i do Stegny, gdzie jakiś czas funkcjonowała szkoła rolnicza. Z jednego takiego powrotu ze szkoły nie wrócił na początku lat 60-tych Władysław Sieniawski, który zginął podczas próby rozbrajania znalezionego niewypału. Dzisiaj w dawnej szkole mieszka m.in. Stanisław i Krystyna Klekotko, Paweł i Teresa Teorogiński i Cebulowa. Obecnie dzieci z Anglit dowożone są do szkoły w Pasłęku.

Przed wojną symbolami Anglit były wysokie modrzewy. W 1974 r. i 1977 r. Anglity odwiedziła dr Irmgard baronówna von Minnigerode, której wujek był ostatnim właścicielem tego majątku. Jak wspomina, już wtedy wieś robiła przygnębiające wrażenie, park był zdewastowany, domy z pochylonymi krokwiami i belkowaniem, odpadającym tynkiem, nie funkcjonowała melioracja. W usytuowanym malowniczo nad dużym stawem, pochodzącym z drugiej połowy XVIII w. pałacu, pomieszczenia były jednak należycie utrzymane, stare parkiety w dobrym stanie, były piece kaflowe i prosta boazeria drewniana sięgająca parapetów okiennych. Pałac był zbudowany na podmurowaniu z ciosów kamiennych. Na piętrze, gdzie swego czasu stały piękne gdańskie szafy wypełnione książkami, zbiorami zabytkowymi, płótnami i odziedziczoną bielizną, znajdował się magazyn na zboże. Wspomina, że byli tu dwukrotnie bardzo gościnnie przyjęci, a „pięcioro zdrowych i miłych dzieci czekało w dużym napięciu, czy przywieźliśmy ze sobą pięć sztuk spodni dżinsowych, czy też nie, które już podczas ostatniego naszego pobytu w 1974 r. sobie zażyczyły. Chętnie stawały do wspólnego zdjęcia (...) Tutejszy las był znacznie przetrzebiony, ale według mieszkańców, dużo szkód zrobili w nim już w 1945 r. sowieci”.

Z parku dworskiego również niewiele zostało, chociaż jest on ładnie położony i z niego wychodzi obszerny wąwóz prowadzący do Kajm, nad którym był kiedyś zbudowany wiszący most – kładka. Jako ciekawostkę można podać fakt, iż na początku lat 90-tych XX w. chęć kupna pałacu w Anglitach wyraziła Małgorzata Niezabitowska, ówczesny rzecznik prasowy premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dzisiaj, ta lepiej zachowana część pałacu należy do Janusza Gryguna. Obok pałacu znajduje się dosyć ciekawy budynek obory, z łukowymi oknami, który w 1978 r. uzyskał „Złotą Wiechę”, na „najlepszy nowy lub zmodernizowany budynek inwentarski”. Nagrodę przyznał WZIR w Elblągu. W ostatnich latach zbudowano w Anglitach nowoczesną hydrofornię z punktem czerpania wody. Patrząc na dzisiejsze Anglity trzeba powiedzieć, że są ciekawie położone, na skraju dużego lasu, a z wysokości pięknej alei lipowej prowadzącej do Gulbit, rozciąga się imponująca panorama w kierunku na Łukszty. Z przykrością trzeba jednak stwierdzić, że jest to jedna z najbardziej zaniedbanych i opuszczonych wsi w okolicach Pasłęka. Opr. Lech Słodownik.