2 grudnia 2020 Balbiny, Bibianny, Pauliny
Reklama Heops

Na tropie skarbów książąt zu Dohna w Słobitach w świetle archiwaliów UB (1945-1947) - częś

dodał 2004-12-26
Na tropie skarbów książąt zu Dohna w Słobitach w świetle archiwaliów UB (1945-1947) - częś

Armia Czerwona wkroczyła do Słobit 23 stycznia 1945 r.-pospiesznie spędzono w centrum wsi resztki miejscowej ludności. W pewnym momencie wskutek niemieckiego ostrzału wybuchła panika-czerwonoarmiści rozpoczęli chaotyczny ogień a dwa wozy pancerne z desantem ruszyły w kierunku lasu skąd prowadzono ostrzał. Przy okazji niejako czołgi rozjechały kilku cywilów-kule też trafiły oszalałe ze strachu kobiety (relacja mieszkanki Słobit). Po kilku dniach wkroczył do Słobit dziwny pododdział, skadrowany, w którym wielu Rosjan mówiło świetnie po niemiecku. Oficerowie z miejsca przykrócili rabunek i część zrabowanych eksponatów (głównie sprzęty) wróciła z powrotem do Pałacu, w którym z czasem zakwaterowano sztab wojskowy. Owi oficerowie określani w powyższej relacji jako „dobrze mówiący po niemiecku” to zapewne część specjalnej jednostki zajmującej się zabezpieczaniem dzieł sztuki na zajętych ziemiach. Być może to właśnie oni zabezpieczyli tą część ogromnej kolekcji Dohnów, której nie udało się wywieźć lub ukryć?
W końcu marca 1945 r. sowieccy sztabowcy opuścili Słobity (być może już w drugiej dekadzie)-pałac w tym okresie został podpalony. Spłonęła w dużej części biblioteka pałacowa, bowiem w trakcie penetracji w 1974 r. remontowanych zabudowań folwarcznych przez członków Koła Naukowego Historyków widzieliśmy duży dół po wapnie, do którego spychacz pchał zwały przywiezionego z pałacu gruzu, wśród ziemi, cegieł, kamieni i tynku widać było nadpalone części grzbietów starodruków.
W 1947 r. znów stała się głośna sprawa skarbu w Słobitach. Ten nowy nie znany dotąd wątek można dziś wyciągnąć na światło dzienne dzięki odtajnionym dokumentom Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pasłęku. W raporcie dekadowym (17.VIII-27.VIII.1947 r.) skierowanym na ręce Szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie, szef PUBP w Pasłęku Czesław Ł. meldował (cytuję raport paginacja archiwum, s. 139, paginacja własna s. 2). „W nasze ręce wpadły listy Niemca zam. w majątku Jagiellonów, który prowadził listowną korespondencję z byłym właścicielem niemieckim w/w majątku księciem Dohna. W listach jest mowa o ukrytych rzeczach starożytnych w majątku Jagiellonów. Gdy pojechaliśmy do majątku Jagiellonów znaleźliśmy ukryte w kominie spalonego pałacu, trzy małe figurki i inne starożytne rzeczy”. Już wstępna analiza tego raportu zwraca uwagę na jego lakoniczność. Dlatego też szef PUBP w Pasłęku sierżant Czesław Ł. został zapewne zobligowany przez przełożonych w Olsztynie do szerszego wyjaśnienia tej sprawy, skoro wysłał oddzielny meldunek (bez daty!) Nr.P.A.1578/47. Meldunek ten zapewne wpłynął w ciągu 24 godzin do szefa WUBP w Olsztynie i zawiera już konkretne dane i wyjaśnienia. Warto zatem przytoczyć go w całości: „Melduję obywatelu pułkowniku, że w dniu 20 b.m. (20 sierpnia 1947, przyp. J.W.) na podstawie znalezionego listu byłego księcia Dohna do ogrodnika w majątku Jagiellonów, w którym zapytuje się o stan majątku i czy znajdują się rzeczy zachowane, które zachował (tzn. ukrył-przyp. J.W.) odjeżdżając przed nadchodzącym frontem. Po dokładnym przeszukaniu w wymienionych kryjówkach odnaleźliśmy jedno wymienione w liście w kominie, gdzie były trzy duże figury ze stopu (?) przedstawiające dzieci, dwie wazy mosiężne, dwa talerze gliniane, jeden miedziany, trzy dzbanki gliniane, posąg wykuty z kamienia i głowa rzeźbiona z kamienia i trzynaście płytek kaflowych.
Przedmioty te są zbiory z muzeum, ponieważ każda rzecz ma swój numer.
Natomiast drugiej skrytki nie mogliśmy odnaleźć, która ma się znajdować pod salą bilardową.
Rzeczy te są w PUBP. Sprawą zainteresował się referat I-szy i przez kontrolę korespondencji może uzyskamy dalsze miejsca zachowanych rzeczy.
Jednocześnie postanowiliśmy zwerbować ogrodnika, który chce pozostać i stara się o nadanie obywatelstwa polskiego, jednocześnie na nasze polecenie odpisał list do byłego Księcia, że rzeczy te zabezpieczył i przechował, ponieważ pałac jest spalony, to jest spodziewane, że w następnym liście poda gdzie więcej rzeczy się znajduje.
Nadmieniam, że ogrodnik pracował u Dohny 13-cie lat i ma do niego zaufanie, a nie zna miejsc zachowanych rzeczy ponieważ w tym czasie służył w wojsku a cała służba z pałacu wyjechała wraz z panem do Bawarii..”
Cały meldunek jest pełen sprzeczności, świadczących o tym, że szef PUBP nie do końca prawdziwie informował przełożonych w Olsztynie. Można sobie wyobrazić zawiedzioną minę szefa olsztyńskiego WUBP, czytającego ten specjalny meldunek, gdzie stwierdzono jasno i wyraźnie co książę Dohna ukrył w kominie. Ani złota, ani srebra, ani żadnych innych cennych rzeczy! Na dodatek były to zbiory z muzeum bo każda rzecz miała swój numer-wobec tego dlaczego tak zależało na nich księciu Alexandrowi zu Dohna ? Do tego ogrodnik, który 13 lat pracował w pałacu i znał go zapewne bardzo dokładnie nie potrafi zlokalizować Sali bilardowej (?), pod którą miała się znajdować druga skrytka ?
Pytań i wątpliwości jest więcej (np. wyjazd całej służby do Bawarii ?).
Może to ogrodnik wspólnie z księciem Alexandrem prowadzili podwójną grę z pasłęckim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego, mającą na celu odegranie przez ogrodnika roli „strażnika skarbów” i wprowadzenie w błąd ówczesnych służb specjalnych ?
Kolejna hipoteza brzmi bardziej trywialnie-być może udało się zlokalizować jeden ze schowków, a znalezione „skarby” po prostu przywłaszczono-stąd „atrakcyjna” dla ogrodnika propozycja zwerbowania, by pozostał na miejscu i ewentualnie sukcesywne wskazywał inne miejsca ukrycia. W latach pięćdziesiątych krążyły po Pasłęku plotki o ludziach, którzy wzbogacili się na znalezieniu poniemieckiego „skarbu”.
Epilog tej sprawy potwierdzałby powyższe rozwiązania. Kolejny raport dekadowy (28.VIII.-8.IX.1947 r.) skierowany podobnie jak wszystkie raporty i meldunki do szefa WUBP w Olsztynie na stronie 1 (paginacja archiwum s. 152) stwierdzał: „W sprawie korespondencji byłego Księcia Dohny z ogrodnikiem majątku Jagiellonów nic nie uzyskano, pocztę w Młynarach obsadzono dwoma informatorami dla kontrolowania korespondencji”. Widocznie książę Alexander już został uprzedzony o zainteresowaniu się PUBP w Pasłęku jego korespondencją lub osiągnął swój cel wcześniej.
Raport dekadowy z 28 września 1947 r. (za okres 18-28.IX.1947 r.) na stronie 1 (paginacja archiwum s. 163) niejako zamykający sprawę skarbów w Słobitach podawał nazwisko ogrodnika: „W sprawie Niemca Rohde żadnych postępów nie zrobiono, ponieważ żadne listy nie nadchodzą od księcia Dohny. Pozostaje w rozpracowaniu”. Niestety na dziś nie udało się ustalić dalszych losów ogrodnika, natomiast w kolejnych raportach dekadowych nie poruszano już tej sprawy. Z czasem zapewne też WUBP w Olsztynie stracił dla niej zainteresowanie-bowiem ważniejsze były bieżące sprawy polityczne związane z ugruntowaniem podstaw nowego ustroju.
Ruiny pałacu w Słobitach przez wiele lat, w dzień czy nawet w nocy przyciągały różnej maści poszukiwaczy skarbów. Być może w ukryciu pozostało to czego nie zajęli historycy sztuki i muzealnicy ze specbatu Czerwonej Armii w 1945 r., lub pracownicy pasłęckiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Jest także grono eksploratorów, którzy to co znaleźli w ruinach pałacu „powieźli w Polskę”. Wielu jednak nadal przyciągają ruiny pałacu jakimś tajemniczym magnetyzmem i rodzi się wówczas dyskusja o jego odbudowie. Kiedyś może powstanie jak Feniks z popiołów mały Wersal w Słobitach i może wówczas będzie skarbem samym w sobie.

Józef Włodarski
grudzień 2004





Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności
Żwirownia 1140 px
nasza2