22 września 2020 Tomasza, Maurycego, Joachima

Primum noc nocere, gdy Pasłęk w ruinie. Jak odbudowała się miejscowa służba zdrowia

dodał 2020-02-17
Primum noc nocere, gdy Pasłęk w ruinie. Jak odbudowała się miejscowa służba zdrowia

Brak – tak nazywał się najczęstszy mieszkaniec Pasłęka w pierwszych miesiącach po II wojnie światowej. Ów brak „zamieszkał” wiele dziedzin życia społecznego: budownictwo, gospodarkę, edukację, a przede wszystkim służbę zdrowia. Półki aptekarskie nie tyle świeciły pustkami, co wręcz nimi zionęły, z kolei pasłęcki szpital musiał początkowo radzić sobie bez prądu, wody i lekarzy. W takich spartańskich warunkach potrzebni byli wojownicy, którzy zakaszą rękawy i dadzą drugie życie lecznicy. Okazali się nimi doktorzy: Wilhelm Berecki i Leonard Perepeczko.

Pacjencie, lecz się sam

I połowa 1945 roku przeszła do historii Pasłęka jako jeden z najtragiczniejszych okresów w dziejach miasta. W styczniu sowieckie kule zniszczyły 60% zabudowy, a wiosną wybuchł nieodłączny towarzysz wojny – epidemia, w pasłęckim przypadku tyfusu. Niestety, tak potrzebnych, pielęgniarskich i lekarskich rąk do pracy, brakowało. Wprawdzie większość personelu medycznego pozostała na posterunku do momentu nadejścia Armii Czerwonej, ale postępowanie Sowietów wobec Niemców (gwałty, rabunki, deportacje) wpłynęło na szybką ewakuację medyków. Nic dziwnego – chęć ratowania własnego życia przeważyła u nich nad służeniem cudzym życiom. Efekt był taki, że w czerwcu 1945 na 170 pacjentów szpitala (w tym 20 Polaków) przypadało 4 lekarzy – 3 Niemców oraz naczelny chirurg, Holender, który myślał głównie o tym, jak przedostać się do kraju wiatraków.

Optymista powiedziałby, że mimo powojennej zawieruchy szpital był względnie dobrze wyposażony (około 200 łóżek). A pesymista? Odpowiedziałby zapewne słowami ówczesnego burmistrza Pasłęka, Alfonsa Pupika: „katastrofalna sytuacja żywieniowa i medyczna”. Na odsiecz chorym przybył dr Wilhelm Berecki, prosto z podwileńskiego Brasławia. W lipcu otrzymał nominację na lekarza powiatowego, a także dyrektora pasłęckiego szpitala i szybko zrozumiał, że jego największym przeciwnikiem jest czas. Przed Bereckim stanęła bowiem konieczność powstrzymania wspomnianej epidemii tyfusu – np. w sierpniu 1945 roku z powodu tej choroby umierało dziennie do 8 pasłęczan, głównie Niemców. Dyrektor szpitala nie marnował czasu i powołał Nadzwyczajny Komisariat do Walki z Epidemiami. Mało tego, sprowadził z Olsztyna amerykańskie szczepionki, które pozwoliły ograniczyć skalę plagi.

Na medyczne kłopoty? Berecki

W międzyczasie liczba chorych wzrosła na tyle, że szpital pękał w szwach. Dodatkowe miejsca dla pacjentów zorganizowano więc w późniejszym internacie Liceum Ogólnokształcącego, nieopodal Wieży Ciśnień. Prócz tego, doktorowi Bereckiemu doszło jeszcze jedno zmartwienie – niemieccy lekarze wyjechali za Odrę i przez prawie rok nasz bohater pozostawał jedynym medykiem powiatu. Słowo „załamanie” było jednak obce jego naturze – aby usprawnić pracę szpitala, powołał do życia trzy oddziały: położniczo-ginekologiczny, zakaźny i chirurgiczny. Na szczęście, na co dzień mógł liczyć na pomoc podwładnych: felczera Władysława Mejno, sióstr: Leokadii Boczarskiej, Rity Zielińskiej, Stanisławy Przedpełskiej i Wandy Cyrkanowicz oraz sióstr zakonnych (Zgromadzenie Sióstr Świętej Katarzyny).

Doktora Bereckiego do dziś pamięta się jako człowieka, który nie płakał nad rozlanym mlekiem, ale szybko je sprzątał. Gdy brakowało leków, dyrektor szpitala nie wahał się iść po prośbie do czerwonoarmistów – otrzymywał je w zamian za leczenie żołnierzy z chorób wenerycznych. Gdy brakowało żywności – swoimi odwiedzinami „nękał” starostwo, aż władze przekazały do jego dyspozycji gospodarstwo rolne w Gołąbkach. W związku z tym, uprawiane tam warzywa trafiały na talerze pacjentów i choć częściowo mogły zaspokoić ich głód. Braki sprzętowe? Nie dość, że potrafił zorganizować nowe wyposażenie, to jeszcze wnosił je własnoręcznie do szpitala (wspomnienia Janiny Żarniewicz). Pewnie, gdyby zaszła potrzeba, Berecki odwiedziłby samego diabła, aby prosić o pomoc dla swoich podopiecznych… Dyrektorem szpitala pozostał do 1958 roku, a zmarł pięć lat później w Jeleniej Górze.

Lekarz, co kulom się nie kłaniał

Już od 1945 roku przy szpitalu funkcjonowała Przychodnia Powiatowa, rozbudowywana w kolejnych latach dzięki – a jakże – doktorowi Bereckiemu. Pacjenci przychodni mogli korzystać z usług poradni: ogólnej, przeciwgruźliczej, przeciwwenerycznej, przeciwjaglicznej i gabinetu rentgenologicznego. Nie zapomniano przy tym o młodych mamach, dla których zorganizowano Stację Opieki nad Matką i Dzieckiem. W pierwszych latach funkcję kierownika Przychodni pełnił doktor Berecki, a jego godnym następcą okazał się Leonard Perepeczko. Również pochodzący z Wileńszczyzny, przybył do Pasłęka w 1949 roku, a prócz kierowania Przychodnią oraz zajmowania stanowisk szpitalnych (m.in. ordynator Oddziału Wewnętrznego i Zakaźnego), przez kilka kadencji był prezesem Zarządu Powiatowego PCK. Niewątpliwie nad Wąską odnalazł przystań po wielu burzliwych latach, w których niejednokrotnie stawał oko w oko ze śmiercią. Dodajmy, swoją, a nie pacjentów.

Dzieciństwo doktor Perepeczko spędził w Petersburgu, gdzie jego ojciec pracował jako urzędnik. W 1917 roku widział więc, jak bolszewicy przejmują władzę w mieście i wprowadzają w czyn swoją krwawą rewolucję. Nie minęły trzy lata, a spotkał się z nimi po raz kolejny – tym razem jako żołnierz Wojska Polskiego, konkretnie 63. Pułku Piechoty. Dwudziestolecie międzywojenne to w biografii Perepeczki studia medyczne i dyrektorowanie szpitalowi w Szumsku na Wileńszczyźnie, ale nie było mu dane długo cieszyć się lekarskim kitlem. Przydzielony w sierpniu 1939 do kompanii sanitarnej I Dywizji Piechoty w Wilnie, podczas kampanii wrześniowej dwukrotnie dostał się do niewoli: najpierw niemieckiej, potem sowieckiej. Odwaga doktora pozwoliła mu za każdym razem uciec, ale w 1945 roku nie miał tyle szczęścia – wpadł w ręce NKWD. Kolejne miesiące? Cela wileńskiego aresztu, transport w głąb ZSRR i praca w stalinowskich obozach. W 1993 roku doktor Perepeczko przelał te doświadczenia na karty książki „W łagrach na saratowskim szlaku”…

Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Pasłęk. 700-lecie – ludzie, religia, historia” pod red. ks. Wiesława Rodzewicza i Józefa Włodarskiego oraz „Pasłęk: z dziejów miasta i okolic 1297-1997” pod red. nauk. Józefa Włodarskiego.

Tomasz Czapla


Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności