11 sierpnia 2020 Klary, Zuzanny, Lecha

Sałkowice

dodał 2005-11-06
Sałkowice

Wieś na wschód od Pasłęka, w okolicy porytej dolinami i wąwozami strumyków, rozciągnięta na 4 kilometrowym odcinku przepięknie meandrującej rzeczki Sały (Zalle). Ziemie tutejsze to ciężkie gleby gliniaste, pokrywające także częściowo Piaskową Górę (Sand Berg) - 72,0 m n.p.m., największy pagórek w okolicy, znajdujący się na północny wschód od Sałkowic. Właśnie od nazwy wspomnianej rzeczki Sały, w której występowały niegdyś pstrągi i raki, wywodzi się funkcjonująca do 1945 r. nazwa wsi - Zallenfelde, czyli dosłownie „Pole nad Sałą”. Jej nazwa była więc kompozytą (złożeniem) dwóch rzeczowników. Zmarły niedawno prof. J. Powierski podawał, że Sałkowice, które były wzmiankowane w początkach XV w. jako pruska wieś chłopska Salle, zostały przyłączone pod koniec XVI w. do Grądówka (Klein Thierbach), którego właścicielem był Achatius Borck. Wieś początkowo należała do komornictwa Burdajny, a w 1448 r. wraz z jedną wolną posiadłością pruską została podporządkowana komornictwu pasłęckiemu. Przywilej na dwie posiadłości w „Jungen Salle” (niem. Młode Sale) pochodzi z 13.06.1390 r., kiedy to Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego - Konrad Zöllner przekazał „wiernemu Albrechtowi von Jacob” 8 łanów ziemi w Jungen Salle(1) . W rozważaniach nad pierwotną nazwą wsi prof. J. Powierski dywaguje, że może ona pochodzić od pruskiego imienia Sale (*Salo lub Zalo), albo wprost od rdzenia w pruskim saligan (zalijan?) „zielony; trawa”, mający bliski odpowiednik prasłowiański „ziele”, zioło”, „zielony”. Najbardziej prawdopodobne jest jednak przeniesienie nazwy z hydronimu Salle (dziś Sała), będącego nazwą „staroeuropejską” od praindoeuropejskiego *sal- „struga, nurt, płynąca woda”(2) . Po wojnie, przed wejściem nazw urzędowych, wieś zwano popularnie „Polana” albo „Sułkowice. Przed krzyżackimi lokacjami, zarówno Sałkowice, jak i inne okoliczne miejscowości otoczone były lasami, których znaczna część pozostała do dzisiaj. Jeszcze w połowie XV w. wzmiankowane były jako „pruska wieś”, gdzie czterech Prusów gospodarzy na 7 łanach ziemi (ok. 118 ha). W sumie mało jest informacji źródłowych na temat Sałkowic, które na przestrzeni dziejów były typową wsią chłopską. W okresie napoleońskim stacjonowali tutaj żołnierze francuscy, a według spisu na dzień 1.12.1875 r. żyło tu 447 mieszkańców. W latach dwudziestych XX w. wieś miała 51 zamieszkanych domów na 64 zabudowania w ogóle, a spośród 262 mieszkańców-ewangelików (121 mężczyzn), tylko 1 był katolikiem.
Parafia znajdowała się w Rogajnach, do której przed 1945 r. wieś należała wraz z Surowem. W Sałkowicach msze odbywały się początkowo w szkole, a od 1854 r. w wybudowanym z ozdobnego muru pruskiego domu modlitewnym, który spełniał potrójną rolę jako kaplica, szkoła i mieszkanie dla nauczyciela - organisty. W 1857 r. został wyposażony w ambonę, organy, chrzcielnicę oraz wolno stojącą, niską, drewnianą dzwonnicę z dwoma dzwonami. Przed wojną organistą był tu Fritz Mertius i Freitag, którego zastępowała od czasu do czasu żona. W każdą niedzielę msze odprawiał przybywający z Rogajn pastor – ostatnio był nim Ernst Kuthning (ur. 1886 r.). W kaplicy mężczyźni siedzieli po prawej stronie, kobiety po lewej, a dzieci i młodzież na emporze (chór). Kaplica była ważnym punktem integrującym mieszkańców wsi, w niej bowiem odbywały się uroczystości związane z najważniejszymi datami życia każdego z nich. Szczególnym echem odbiło się m.in. podwójne wesele braci Kroll. Prawdopodobnie ok. roku 1925 została przebudowana, o czym świadczy data 1925 na chorągiewce wiatrowej („róży wiatrów”) znalezionej przez p. Marka Majewskiego(3) , podczas gruntownego remontu budynku. Szkoła – kościółek posiadała własne ujęcie wody ze studni głębinowej o 50 m głębokości. Wyposażona była (w zachowaną do dzisiaj) elektryczną pompę wolnotłoczącą, znajdującą się w piwnicy. Sałkowice do chwili obecnej nie mają wodociągu, toteż w upalne dni roku zaopatrzenie w wodę pitną staje się istotnym problemem. Prawdopodobnie w 2006 r. wieś zostanie jednak podłączona ogólnego wodociągu.
Ciekawe są wspomnienia dawnej mieszkanki Sałkowic - Christel Radau, której teściem był Richard Radau, tutejszy nauczyciel w latach 1910 - 1942. W 1929 r. zastąpił go syn Rudolf, nauczyciel w latach 1929 – 1942, a jego żoną była właśnie wspomniana Christel. Pisze ona, że przed 1939 r. wieś miała ok. 280 mieszkańców, a w szkole uczyło się ok. 60 dzieci – osiem roczników szkolnych w jednym pomieszczeniu! Mimo takiego przepełnienia, uczniowie zachowywali się w miarę poprawnie i jakoś zdobywali wiedzę. We wsi każdy znał każdego, były także wyjątki, ale gdzie ich nie ma? Nikt nie był pozostawiany bez pomocy, o ile jej tylko potrzebował. Niezwykle smaczne były ciasta wypieku żony bauera Rudolfa Volkmann’a, a u bauera Jordana serwowano pyszne kruche ciasto. Natomiast córki Friedricha Madsacka znane były z tego, że robiły na drutach wspaniałe rękawiczki. Specjalnością żony bauera Gottfrieda Thimm’a były wafle ze śmietaną, o których wyszukanym smaku długo nie można było zapomnieć. Tutejszy chłop Eduard Fröse pierwszy we wsi podłączył prąd elektryczny do obory. Chłop Otto Michaelis był zagorzałym zwolennikiem chowu ptactwa domowego, a w jego kurniku dzień i noc paliła się lampa karbidowa. Świętem wszystkich mieszkańców było powitanie lata, które odbywało się zawsze nad Sałą, u stóp pagórka Madsacka, gdzie stawiano duże, nakryte stoły, przepełnione wypiekami własnego wyrobu, nie brakowało oczywiście piwa i nastrojowej muzyki. Na takie okazje przygotowywano gry i zabawy, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Zimą wszelkie uroczystości, jak również występy miejscowego chóru śpiewaczego, odbywały się w gospodzie „Zum Deutschen Kaiser” - Leopolda Schmidt,a (przy wejściu znajdowało się popiersie cesarza), a później Hermanna Pägenstedt’a. Budynek ten pozostawał jakiś czas po wojnie bez dachu, a następnie został rozebrany, zachowała się tylko szczątkowo kamienna ława fundamentowa. W przynależnej do gospody oborze znajduje się dzisiaj świetlica wiejska.
Największymi gospodarzami we wsi byli: Friedrich Madsack – 24 ha ziemi, Gottfried Stobäus – 23 ha, a gospodarzący na kolonii w kierunku Rogajn Walter Liedtke miał 52 ha. Natomiast w północnej części Sałkowic największe gospodarstwa należały do Emila Hellwiga – 25 ha i Emila Taube 27 ha. We wsi był cieśla Rudolf Klaukien, stelmach Erich Weihrauch, dwóch kowali – Theodor Kroll i Karl Gollau. Jedna z kuźni, z dawnym wyposażeniem, działała jeszcze w latach 60. Obecnie mieszka tu Józef Kosacz. Właścicielem miejscowej mleczrani był Max Hahn, a znajdowała się ona po prawej stronie drogi prowadzącej do Kopiny. Zniszczona w czasie wojny, została rozebrana, a cegłę wywieziono na odbudowę Pasłęka. Droga we wsi i trakty w najbliższej okolicy znajdowały się pod pieczą dróżnika Hermanna Heck’a, który mieszkał obok szkoły-kaplicy, ale budynek ten nie zachował się. Natomiast na przedłużeniu drogi prowadzącej obok wspomnianej szkoły-kaplicy w kierunku mostku na rz. Sała, ale już na jej drugim brzegu, na pagórku o wysokości 52,0 m n.p.m., znajdowała się przed wojną wieża stacji radiowej. Wójtem w latach 1937-45 był gospodarz Emil Hellwig, a przewodniczącym rady gminy Paul Ritter z Nowego Cieszyna (Neu-Teschen), którego zastępcą był bauer Friedrich Pelz z Sałkowic. Wśród niemieckich mieszkańców wsi można znaleźć polskobrzmiące nazwiska jak Kreowski, Maschitzki, Olschewski, Piorreck i Schlomski. Parę takich nazwisk można było jeszcze kilkanaście lat temu znaleźć na cmentarzyku wiejskim, który znajduje się pośród starodrzewu, po prawej stronie drogi do Surowa, przed zakolem rzeczki Sały. Cmentarz ten zajmujący powierzchnię ok. 0,3 ha, został ostatnio nieco uporządkowany.
W czasie wojny w Sałkowicach pracowali jako robotnicy przymusowi Francuzi i Polacy (m.in. dwie Polki, jedna o imieniu Leokadia).
Osobliwością w dawnych dziejach wsi był „prorok z Sałkowic” i jak podkreślano, była to prawdziwa historia. Był tu mężczyzna o nazwisku Unthan, żyjący ok. roku 1880, który w czasie letargu posiadał dar jasnowidzenia. Lekarz powiatowy z Pasłęka zainteresował się tym fenomenem i wspólnie z księdzem z Rogajn postanowili zjawisko to wyjaśnić na gruncie naukowym. Lekarz nie miał jednak czasu być czekać, nie wiadomo ile w Sałkowicach na letarg Unthana, dlatego postanowił pojechać tam natychmiast, gdy „proroka” ogarnie nieco głębsza i dłuższa śpiączka. Wtedy postanowił przybić mu gwoździem język i obserwować jak „prorok” będzie na ten „bodziec” reagował. Mieszkańcy Sałkowic podchodzili sceptycznie do tego eksperymentu i mieli za złe proboszczowi, że dopuszcza się takich rzeczy. Długo po śmierci Unthana - „proroka z Sałkowic” kursowała pewna przepowiednia, którą tak można streścić: „Przyjdzie wielka wojna, a po niej wyjdzie z ludu pewien człowiek, który złoży fałszywe świadectwo, a wszyscy postąpią za nim. On uczyni naród wielkim i potężnym. Będzie jednak Antychrystem. Strzeżcie się przed nim! Jeszcze jedna wojna nadejdzie, a wtedy całe niebo będzie czerwone od ognia na Wschodzie, Południu i Zachodzie. Wsie pozostaną bezludne, a grobów będzie niezliczona ilość. A na końcu zostanie tylko siedmiu ludzi, którzy zbiorą się pod pewnym dębem”.
Mieszkańcy Sałkowic nie zapomnieli tej przepowiedni i bardzo w nią wierzyli. W czasie II wojny krążyła ona wciąż, a nawet rozprzestrzeniła się wśród mieszkańców. Pod koniec 1944 r. dotknęła namacalnie pewną młodą dziewczynę, która w konsekwencji „dostała baty” za to, że „nie miała serca” do tego, co się wokół niej działo. A było to tak: Była ona sprzedawczynią w księgarni Heidenreich’a przy ulicy Kamiennej Bramy(4) i pewnego dnia ujrzała przed ladą sklepową młodego lekarza – doktora Klingsiek’a z Herford(5) , który w następstwie urazu czaszki został zwolniony z wojska i skierowany z Zachodu do Pasłęka, by zastępował tu lekarzy powołanych na front. Tenże spojrzał badawczo na młodą sklepową i zapytał dlaczego jest tak przygnębiona, na co ona: „Mama powiedziała mi, że teraz niebo będzie czerwone od ognia, wsie opustoszeją i zapełnią się niezliczoną ilością grobów, a siedmiu mężczyzn zbierze się pod pewnym dębem”. Tego już było za wiele dla młodego lekarza, który zapalczywie zwalczał wszelkie przejawy defetyzmu, gdziekolwiek się tylko z nim spotkał. Stracił panowanie nad sobą i osobiście „na gorąco przetrzepał młodej dziewczynie skórę na pośladkach”. Mówiono później, że i tak miała szczęście, gdyby bowiem ten fakt dotarł do wiadomości Gestapo, prawdopodobnie zapłaciłaby za to głową..... Inni mówili natomiast, że młody lekarz był nieobojętny na wdzięki młodej księgarki, wykorzystał więc okazję by to „namacalnie” sprawdzić...
Ale na prorocze słowa ładnej księgarki nie trzeba było długo czekać. W niedzielę, 21. stycznia 1945 roku zaczęło się prawdziwe piekło. Już o godz. 10-tej dzwony w okolicznych kościołach zaczęły bić na alarm – do ucieczki, a w południe mieszkańcy zaczęli powoli opuszczać Sałkowice. Był kopiasty śnieg i mróz powyżej minus 20 stopni. Jednak ci co opuścili wieś, pojawili się tu już po południu, ponieważ okazało się, że wszystkie pobliskie drogi są zastopowane przez wojsko i uciekinierów. Wkrótce zaczęły się walki w okolicy wsi i została ona początkowo zajęta przez oddziały sowieckie, które wkrótce zostały wyparte przez pododdziały 170 Dywizji Piechoty Wehrmachtu. Ludność ponownie zaczęła się pośpiesznie ewakuować i kierować w stronę Zalewu Wiślanego. Razem z nimi uciekali francuscy robotnicy przymusowi. O 21-szej w dniu 23 stycznia 1945 roku pojawiły się pierwsze sowieckie czołgi we wsi, a żołdacy zrabowali z miejsca pierwsze zegarki, rowery, maszynę do pisania i radio. Rozstrzelali Niemkę Haese, E. Fröse, Kunz’a i F. Wegner’a, których pochowano później w pobliskim lesie. Spalono kilka budynków, m.in. dom wójta wsi E. Hellwiga, Marii Bolz, kowala Th. Kroll’a i Friedricha Pelz’a. W dwa dni później pojawili się tu ponownie żołnierze niemieccy, ale następnego ranka nadciągnęli żołnierze sowieccy. Zajętą przez Sowietów wieś ostrzelała 29 stycznia niemiecka artyleria z kierunku Rogajn - z pułku strzelców pod dowództwem ppłk von Salisch’a. Przez kilkanaście dni sowiecka komendantura mieściła się w domu E. Fröse. Na porządku dziennym były nieustanne gwałty kobiet i wywózki.
Według relacji Zygmunta Sawickiego, który przybył do Sałkowic w wigilię 1945 r., we wsi pozostało jeszcze kilka rodzin niemieckich, m.in. Hermann Heck, Ilse Helwig, Margareth Hantel, Olschewski (August?), Schreifer, Wilhelm Fischer i Picha. Wszyscy wyjechali do Niemiec dopiero w kwietniu 1947 r. Tymczasem już w 1945 r. przybyli tu Polacy z centralnej Polski, z okolic Mławy, Garwolina, itd.: Franciszek Gawliński, Stanisław Kozłowski i Stanisław Wydra – ten ostatni został pierwszym sołtysem. W dwa lata później, w ramach Akcji „Wisła” przybyli m.in.: Dobrowolski, Kadelak, Kutyń, Maspiński, Owerko, Skibiak, Terebieniec i Wróbel.
Według relacji księdza Józefa Sikory (*1907 - †1989) z dnia 7.11.1946 roku, kaplica – szkoła w Sałkowicach była „dość zniszczona”. Ze względu na brak kapłanów i stosunkowo duże zagęszczenie kościołów we wschodniej części powiatu pasłęckiego, nie zainteresowano się przywróceniem kaplicy do kultu religijnego. Uruchomiono tu natomiast polską szkołę, gdzie pierwszym nauczycielem był Witold Borkowski, później m.in. p. Mamińska i Stefan Boruszewski, który objął następnie kierownictwo szkoły w Rogajnach. Jego syn – Waldemar jest oficerem Wojska Polskiego. Ostatnim kierownikiem szkoły był Konrad Donajski. Dodać należy, że w tej szkole uczył także Ginter Małuch (właśc. Günther Malk, urodzony w 1931 r. w Jauer, dzisiaj Jura, powiat Mrągowo). Po ukończeniu liceum pedagogicznego przybył do Pasłęka z nakazem pracy. Uczył języka niemieckiego m.in. w pasłęckim LO, a obecnie jest na emeryturze - działacz Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej w Pasłęku. Szkoła w Sałkowicach była początkowo siedmioklasowa, następnie ośmioklasowa, a na końcu czteroklasowa. Została zamknięta na początku lat 80. i przez ponad 10 lat budynek stał pusty, powoli niszczał (były tu jakieś magazyny ZHP). W 1996 r. został kupiony przez Bogdana Szelągiewicza, który zabezpieczył dach. Ale dobre czasy dla dawnej szkoły – kapliczki zaczęły się w 2000 r., gdy kupił ją pasłęczanin z urodzenia - p. Marek Majewski, właściciel firmy handlowej. Znacznym nakładem kosztów (i z dużym smakiem) przebudował obiekt na cele urokliwego pensjonatu „Megi”. Wbrew podszeptom niektórych „życzliwych” mieszkańców, uratował wręcz w ostatniej chwili ozdobną, zabytkową dzwonnicę, której dwa oryginalne dzwony zaginęły gdzieś podczas wojennej i powojennej zawieruchy. Według niektórych przekazów, prawdopodobnie znajdują się w kościele w Kalniku . Dzwonnica ta jest jedną z nielicznych, zachowanych tego typu budowli.
Dzisiejsze Sałkowice podlegają pod parafię w Pasłęku i liczą 85 mieszkańców, są więc niewielką osadą, której sołtysem jest Bogdan Semkiw. Według p. Z. Sawickiego, w okresie powojennym zostało rozebranych tu 25 budynków. Warto tu jednak przyjechać, by podziwiać uroki wijącej się Sały i wstąpić na dobrą kawę lub posiłek do gustownie urządzonego pensjonatu „Megi”. Znajduje się tutaj siedem komfortowych apartamentów wyposażonych w meble z epoki, są nowoczesne łazienki, jest sauna, pub, dart i karaoke. Na miejscu, w sielankowych warunkach wiejskich można m.in. wędkować (są tu pstrągi i klenie) oraz sycić się spokojnym życiem pośród krów, kotów i psów....
Lech Słodownik

1. Można więc powiedzieć, że Sałkowice w 2005 r. „skończyły” równe 615 lat.
2. Pasłęk – z dziejów miasta i okolic, 1297-1997, s. 135.
3. Panu Markowi Majewskiemu dziękuje za niezwykle cenne informacje, przekazane podczas redagowania tego biogramu.
4. Dzisiaj Dąbrowskiego. Księgarnia (znajdująca się pod nr 4) należała do braci Heidenreich’ów: Alfreda, Oskara i Paula,
5. Miasto na północny wschód od Bielefeld w Nadrenii – Westfalii.




Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności