28 stycznia 2022 Walerego, Radomira, Tomasza
Reklama Heops

Wiktoria Makowska. Jedyna taka sędzina

dodał 2021-11-29
Wiktoria Makowska.  Jedyna taka sędzina

Sędzinę Wiktorię Makowską pasłęczanie zapamiętali jako kobietę, która za smacznym chlebem potrafiła wsiąść w pociąg i pojechać do Gdańska. Gdy zapytać o nią mieszkańców, przewijają się też takie przymiotniki, jak “kulturalna”, “dystyngowana” czy “rozgadana”. To jednak nie jedyne prawdy o bohaterce niniejszego tekstu, która podczas II wojny światowej uratowała przed wywózką na Sybir swojego męża, a także sąsiada - ojca pięciorga dzieci. Występowała też jako aktorka w teatrze w Wilnie, gdzie poznała Hankę Bielicką, a jej świadomość zdrowotna do dziś budzi podziw. Równie ciekawe są losy męża sędziny, Aleksandra Makowskiego.

Baku, Odessa i Wilno

Przyszła sędzina urodziła się w 1890 roku na Wileńszczyźnie, w dosyć majętnej rodzinie. Dość wspomnieć, że jej rodzice posiadali zajazd pod Wilnem, ich własnością była też kamienica w centrum miasta. Dzieciństwo Wiktorii upłynęło więc z dala od trosk materialnych i nasza bohaterka mogła raźnym krokiem wkroczyć w dorosłość. Z czasem wzięła ślub, doczekała się z mężem trójki potomstwa i mogłoby się wydawać, że dalszy ciąg tej opowieści to rodzinna sielanka. Nic bardziej mylnego – pierwszy mąż kobiety nagle zmarł i została młodą wdową z dziećmi na utrzymaniu.

Ktoś inny na jej miejscu mógłby się załamać, ale nie Wiktoria – o jej silnym charakterze jeszcze wspomnimy nieraz. Późniejsza pani Makowska zakasała rękawy i zatrudniła się jako pracownica biurowa na wileńskiej kolei. Tak jej mijał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, aż wreszcie poznała Aleksandra Makowskiego – studenta prawa na wileńskim Uniwersytecie Stefana Batorego. Zawiązana między nimi nić przyjaźni wkrótce przerodziła się, mimo różnicy wieku (Aleksander był młodszy o 11 lat), w miłość i zdecydowali się stworzyć rodzinę.

Po ślubie pani Makowska zajęła się domem, a jej małżonek pracował jako nauczyciel w wileńskich szkołach. W tym miejscu pora na drobną dygresję, bo opisując sylwetkę Aleksandra, nie sposób pominąć okoliczności jego narodzin. Późniejszy sędzia urodził się bowiem...na Morzu Czarnym, a w zasadzie na statku płynącym z Baku do Odessy. Niestety, jego matka zmarła przy porodzie i pochowano ją, spuszczając ciało do wody. Nasuwa się pytanie – co z ojcem? - z rodzinnych przekazów wynika, że w ogóle nie wsiadł na statek, zostając w Azerbejdżanie. Na brzegu w Odessie niemowlaka przekazano zaś jego siostrze.

Mały Aleksander spędził tam, pod jej opieką, kilka lat, wreszcie rodzeństwo opuściło czarnomorski port i przeniosło się na Wileńszczyznę. Pytanie jednak, skąd rodzina Makowskich wzięła się w Baku? - tego do końca nie wiemy. Można przypuszczać, że ojciec Aleksandra był dyplomatą lub działał w handlu międzynarodowym, ale jednoznacznych dowodów brak. Tak czy siak, resztę dzieciństwa przyszły sędzia spędził nad Wilią, a w 1928 roku ukończył wileński uniwersytet, otrzymując tytuł magistra praw.

Od Hanki Bielickiej do wagonu bydlęcego

Wybuch II wojny światowej zastał państwa Makowskich w Wilnie, ale nim opiszemy ich losy w latach konfliktu, jeszcze słówko o pani Wiktorii jako aktorce. Pasłęcka sędzina występowała bowiem przed wojną, a także przez kilka wojennych miesięcy na deskach wileńskiego teatru “Pohulanka”. Co więcej, poznała tam - wówczas teatralną debiutantkę, a później jedną z najwybitniejszych polskich aktorek XX wieku - Hankę Bielicką. Sceniczny epizod sprawił, że po latach w Pasłęku wołano na panią sędzinę “artystka”.

W trakcie wojny Makowscy przeprowadzili się do Nowogródka, ale nawet zmiana miejsca zamieszkania nie uratowała ich przed sowieckimi represjami. Dlaczego? Gdy w czerwcu 1940 roku Wileńszczyznę zajęła Armia Czerwona, przedstawiciele polskiej inteligencji znaleźli się w pierwszej kolejności na celowniku “czerwonych”. W tym nauczyciele, a wśród nich Aleksander Makowski, którego funkcjonariusze NKWD aresztowali i zaprowadzili do wagonu bydlęcego. Czekałaby go wywózka na Sybir, ale szczęście w nieszczęściu, że prowadzonego pod karabinami ojczyma zauważyła jedna z pasierbic.

Natychmiast powiadomiła matkę, a Wiktoria zebrała wszystkie kosztowności, które miała pod ręką i czym prędzej pobiegła do pociągu. Nim diabelny skład odjechał na Syberię, zdołała wykupić męża z rąk Sowietów, uratowała też z transportu sąsiada - ojca piątki dzieci. Negocjacje z enkawudzistami ułatwił fakt, że znała język rosyjski (biegle posługiwała się też niemieckim). Jak relacjonuje jej wnuczka, pani Regina Stelmaczonek, “babcia szła z sołdatami wzdłuż torów, obserwując kolejne wagony, a oni krzyczeli “Makowski, Makowski”. W końcu dziadek odezwał się z jednego z nich, Sowieci otworzyli wagon i wypuścili go wraz z sąsiadem”.

Powyższa sytuacja to najlepszy dowód, jak charakterną osobą była pasłęcka sędzina. Nie gorszy był jej mąż, który prawdopodobnie zaangażował się w konspirację i gdy Wileńszczyzna znalazła się pod okupacją niemiecką, uczestniczył w tajnym nauczaniu. Na szczęście państwo Makowscy uniknęli kolejnych szykan, ale gdy wojna dobiegła końca, stało się jasne, że Wilno oraz okolice pozostaną w granicach ZSRR i Polacy są tu niemile widziani. Tym bardziej inteligenci, więc Wiktoria i Aleksander zdecydowali się na podróż na tzw. Ziemie Odzyskane i jesienią 1945 roku znaleźli się w Pasłęku.

Barwna pasłęczanka w szarym PRL-u

Makowscy zamieszkali przy dzisiejszej ulicy 3 Maja, a wówczas Szczecińskiej. Jak wyglądało ich życie nad Wąską? Pan Aleksander został sędzią miejscowego sądu grodzkiego, a po przejściu w stan spoczynku pracował jako adwokat. Jego małżonka (stąd sędzina) pełniła natomiast obowiązki pani domu i dała się poznać pasłęczanom jako oryginalna (niektórzy powiedzieliby nawet, że ekscentryczna) osobowość. Z jednej strony, dama zawsze pamiętająca o manierach, nie rozstająca się z rękawiczkami, kapeluszem i parasolką. Z drugiej, osoba, która zachowywała się niestandardowo, jak na ówczesne realia.

Przykłady? Zdarzało się, że gdy rano kupiła w Pasłęku chleb i jej nie zasmakował, jechała pociągiem do Gdańska lub Sopotu po lepsze pieczywo. Aby odwiedzić fryzjera, udawała się natomiast do Warszawy, gdzie robiła przy okazji większe zakupy. We wspomnieniach pasłęczan zapisał się też epizod w sklepie mięsnym - gdy pewnego razu sędzina weszła do niego i powiedziała “dzień dobry” do ludzi stojących w kolejce, nikt się do niej nie odezwał prócz ekspedientki. Niezrażona, podeszła więc do kasy i zaczęła zamawiać wędliny, co spotkało się z oburzeniem reszty czekających.

Reakcja sędziny? “Weszłam do sklepu, powiedziałam “dzień dobry”. Odpowiedziała mi tylko sklepowa, uznałam więc, że w sklepie nikogo nie ma”. Pani Makowska należała też do bardzo świadomych osób, jeśli chodzi o dbanie o zdrowie. Doskonale wiedziała na przykład, jak pozytywny wpływ na ludzki organizm mają kwasy omega-3 i tą wiedzą dzieliła się z sąsiadami oraz osobami napotkanymi w sklepie czy na dworcu. Dodajmy, że kwasy zawarte np. w rybach to coś dla ciała, ale nasza bohaterka troszczyła się też o pokarm dla duszy – regularnie gościła z mężem w kinie “Znicz”.

Sędzia był przeciwieństwem rozgadanej i żywiołowej żony - zawsze spokojny, zwykle jej przytakiwał, a gdy trzeba było, chłodził jej gorący entuzjazm. Dobrze się jednak uzupełniali i prowadzili aktywne życie towarzyskie, obracając się w środowisku pasłęckich Wilniuków. Spotykali się m.in. z siostrami Piłsudskimi (Łucja była też znana sędziemu jako pracownica sądu) i rodziną Wilhelma Bereckiego – powojennego organizatora służby zdrowia w Pasłęku. Wspólne biesiadowanie, gra w karty, szachy itd. nieraz przeciągały się do późnej nocy...Pan Makowski zmarł w 1973 roku, żona przeżyła go o rok – są pochowani na cmentarzu przy Augustyna Steffena.

Za przekazane informacje dziękuję Reginie Stelmaczonek, wnuczce państwa Makowskich. Załączone fotografie pochodzą z jej zbiorów.

Tomasz Czapla

0
0
0
0
0
0

Dodaj Komentarz

Walidacja: słowo na dziś :ogrodowa

Komentarze

  • Poprawiacz
     2021-11-29

    Pani sędzia, nie sędzina

    • Zygmuś Poprawiacz
       Ponad miesiąc temu, 2021-11-29

      Sędzina. Była żoną sędziego. Nie sędzią. Do podpisa: powiedz ile politycznych procesów stalinowskich toczyło się w 1946-1956 w takim Pasłęku? Wiesz coś na ten temat? Bo wiesz, że stalinowskie procesy to procesy polityczne? A ludzie też wtedy bez związku z polityką kradli, popełniali różne występki, przestępstwa. Akurat sędziowie z przedwojennym wyższym wykształceniem prawniczym byli na wagę złota, a i tak trafiali do takich dziur.

    • podpis Poprawiacz
       Ponad miesiąc temu, 2021-11-29

      Tak jest, sanacyjny sędzia bez lojalki PRL-owskiej? Bajki to dla wnuków.

    podpis
     2021-11-29

    Czego by nie napisać, to i tak sędzia okresu stalinowskiego.

kocham jarka
nasza