19 września 2019 Januarego, Konstancji, Teodora

Bielica

dodał 2007-04-07
Bielica

Nieduża wieś położona przy dawnej drodze powiatowej II kategorii, dzisiaj drodze nr 513 z Pasłęka do Ornety. Do 1945 roku nazywała się Behlenhof, a po wojnie popularnie „Białki”. Bielica należała do grupy osad założonych dopiero w XVI wieku i wzmiankowana była po raz pierwszy w rachunkach urzędowych datowanych 28 czerwca 1578 r. jako Neu Hoff , czyli „Nowy Dwór”. Początkowo jako folwark założony na terenie lasu i przynależny do parafii w Osieku, a następnie folwark książęcy Neuenhof Behlen(1). Obszerniejsze wzmianki znajdują się w dokumentach wizytacji kościelnych z 1634 i 1651 r., w których podaje się, że liczący 18 łanów (ponad 300 ha) folwark w Bielicy należy do domen książęcych, a chłopi z okolicznych wsi - z Łukszt, Burdajn, Godkowa, Skowron i Plajn zobowiązani byli do świadczenia nań szarwarku. Według danych J. Goldbecka, w Bielicy w 1785 r. znajdowała się siedziba urzędu domen królewskich, do których też należał tutejszy folwark i wieś. Liczyła wtedy 22 „dymy”, a położony w pobliżu młyn nad rzeką Wąską był dzierżawą wieczystą.
Dalsze wzmianki o wsi pochodzą dopiero z początku XIX w. i związane są z pobytem wojsk napoleońskich, które w latach 1807/12 stacjonowały również w Bielicy. Z 25 stycznia 1807 r. pochodzi ciekawa informacja o mieszkańcu Bielicy, niejakim Rogalli, który wspólnie z karczmarzem z Kopiny i parobkiem z papierni w Cieszyńcu napadł koło szynku w Kopinie na powóz adiutanta marszałka wojsk francuskich Jeana Baptiste Bernadotte. Po obrabowaniu furgonu, rozbrojono rannego adiutanta i odesłano go do Rutkowskiego - sołtysa wsi Robity, by przekazał tak znacznego jeńca Rosjanom. Jednak spodziewane wojska prusko-rosyjskie do Pasłęka nie wkroczyły, powrócił natomiast I korpus francuski, a marszałek Bernadotte został powiadomiony o zamachu. W rozmowie z pasłęckim superintendentem J. Jedoschem marszałek zagroził, że o ile sprawcy napadu się nie znajdą, każe powiesić na rynku kilku znaczniejszych urzędników magistratu. Na nic zdały się tłumaczenia Jedoscha, że napad miał miejsce poza obszarem miasta. Widząc nieubłaganą postawę Francuzów i realność spełnienia ich groźby, podjęto aktywne działania w celu znalezienia sprawców. Wkrótce z polecenia burmistrza pasłęckiego Kirchnera, chirurg miejski Schienemann, przy pomocy przydanych mu sześciu francuskich dragonów, odszukał i zatrzymał w Bielicy Rogallę oraz parobka z Cieszyńca, natomiast karczmarz z Kopiny zdołał uciec. Zatrzymanych natychmiast osądzono i skazano na śmierć, przy czym zbiegłego karczmarza zaocznie. W dniu 8 lutego 1807 r. po wieczerzy, skazanych odprowadzono na tył pasłęckiego kościoła św. Jerzego, gdzie przy biciu werbli zostali rozstrzelani i pochowani. Natomiast adiutant dosyć szybko wykurował się u wspomnianego sołtysa i odzyskał skradzione rzeczy.
Tymczasem na porządku dziennym były wówczas bezkarne i nieustające rabunki, kontrybucje i plądrowania dokonywane przez żołnierzy francuskich. Spowodowały one katastrofalne zubożenie, choroby, głód oraz w konsekwencji niepokojącą śmiertelność miejscowej ludności. By zaradzić tej dramatycznej sytuacji Dohnowie z Gładysz wyasygnowali w styczniu 1811 r. pieniądze dla mieszkańców najbardziej poszkodowanych przez Francuzów wsi. Taką pomoc otrzymała m.in. wdowa Schmidt z Bielicy, której męża zastrzelili francuscy maruderzy. Rok 1812 był również dla miejscowej ludności niezwykle ciężki ze względu na wielkie przemarsze wojsk francuskich idących na Moskwę. W następnym roku sytuacja powtórzyła się, gdy wracały niedobitki „Wielkiej Armii” ścigane przez wojska carskie i pruskie.
W 1845 r. dobra w Bielicy liczące około 698,5 hektarów nabył Karol burggraf zu Dohna-Schlodien (z Gładysz), który ok. 1850 r. wybudował na małym wzniesieniu, w kształcie litery „T” obszerny dwór z czerwonej cegły. Jego syn Achacy sprzedał Bielicę w 1905 r. dla Ryszarda-Wilhelma księcia zu Dohna ze Słobit (Dohna-Schlobitten), który w 1907 r. dobudował piętro i przybudówkę na podjeździe, wspartą na czterech betonowych kolumnach. Szczyty dworu zostały ozdobnie dekorowane. Jego syn Ryszard-Emil zu Dohna mieszkał tu i gospodarzył w latach 1907-1916, a jego głównym inspektorem i prawą ręką był Schidlowsky. W przeciwieństwie do Słobit dwór w Bielicy, stajnie i stodoły tworzyły jeden kompleks z trzema przestronnymi podwórzami. Niecałe 100 metrów od dworu stała obora oddzielona od domu krzakami i drzewami. W gospodarstwie trzymano m.in. 56 koni, 243 sztuki bydła (w tym 105 krów), 232 owce i 104 świnie. Była także nienagannie utrzymana wiata dla pojazdów i stelmachownia, a uprząż końska, szleje, chomąta, kantary, siodła, popręgi itp. były sygnowane herbem Dohnów, podobnie zresztą jak i ... pościel.
Opodal dworu znajdował się duży sad, w którym dojrzewały czereśnie, gruszki, śliwki i jabłka. Nad sadem sprawował pieczę Mattern, jeden z chłopów ze wsi, który był u wcześniejszego właściciela Bielicy Achatiusa Dohny - ogrodnikiem, leśniczym i stróżem leśnym w jednej osobie.
W swych wspomnieniach książę Aleksander zu Dohna (1899-1997) niezwykle ciepło, i jako najszczęśliwszy w swym życiu, przedstawia okres zamieszkiwania od 1908 r. w Bielicy, należącej poprzednio do jego wuja - Achacego zu Dohna(2).
Ojciec Alexandra jeszcze w Słobitach podjął starania o ratowanie całkowicie podupadłej gospodarki w Bielicy i nie ulegało dla niego żadnej wątpliwości, że większość pól trzeba zmeliorować i odwodnić teren. Ponieważ jednak nie powstało towarzystwo melioracyjne pod egidą państwa, małorolni z Bielicy zrezygnowali z systemu melioracyjnego, gdyż byli zbyt ubodzy i obawiali się, że nie zdołają spłacić odsetek od kapitału. W tej sytuacji Ryszard-Emil zu Dohna musiał wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni, a w tym przedsięwzięciu wspierał go jego ojciec Ryszard-Wilhelm, ówczesny właściciel majoratu słobickiego.
Szczególnym dniem w Bielicy, jak i w całych Prusach, był 2. września zwany Dniem Sedanu, obchodzony na pamiątkę bitwy z Francuzami pod Sedanem i wzięcia do niewoli Napoleona III. Wraz z nastaniem zmroku Dohnowie z mieszkańcami wsi szli na wzniesienie o wysokości 80 m n.p.m. na wschód od dworu w Bielicy, skąd rozciągał się daleki widok na Burdajny, Plajny, Kandyty, Nawty i Skowrony. Stąd jak okiem sięgnąć widać było palące się radośnie ognie robiące niesamowite wrażenie. Ojciec Alexandra również podpalał beczkę napełnioną dziegciem, a następnie wygłaszał krótką mowę, która kończyła się wiwatem na cześć króla Prus. Potem odśpiewywano „Prusakiem jestem, znacie moje barwy” (Ich bin ein Preuße, kennt Ihr meine Farben). Książę Alexander wspomina, że w Bielicy grano także w tenisa na prowizorycznie utworzonym korcie trawiastym oraz uprawiano gimnastykę przyrządową. Podobnie jak w Słobitach, był tu m.in. drążek gimnastyczny, koń z łękami i inne sprzęty sportowe. Wspólnie z bratem i chłopcami ze wsi grał w piłkę nożną, której zasad nauczył ich Anglik Caney, nauczyciel jazdy konnej. Piłki – szmacianki psuły się bardzo szybko, aż do dnia, gdy rodzice podarowali synom piłkę z prawdziwej skóry z gumowym wentylem. Kosztowała 20 marek; wtedy była to duża suma, ale Dohnowie kładli nacisk na wychowanie fizyczne swoich dzieci. Oczywiście od młodych lat wszyscy synowie Dohnów zaprawiani byli do sztuki myśliwskiej, a w tajniki myślistwa wdrażał ich przyboczny łowczy ojca - Wilhelm Becker. Las koło Bielicy był wprawdzie niewielki, ale polowania odbywały się także w okolicy Osieka, oczywiście za zgodą tamtejszego wójta.
Przed I wojną światową w Bielicy gospodarzyło także trzech chłopów – Mattern, Tolksdorf i Wildt. Była tu jednoklasowa szkoła powszechna gdzie nauczał doświadczony Friedrich Hoffmann, obsługujący jednocześnie agenturę pocztową III klasy. Później poczmistrzem został Friedrich Kinski, który do pomocy miał Ernę Schniggenberg. We wsi działała mała karczma należąca do Rossmanna, a później jego żony – Marii. Kowalem był Hermann Lestin, ślusarzem Willi Wiener, a stelmachem August Zander. Po 1935 r. w dawnym wielorodzinnym budynku należącym do dóbr urządzono mieszkania dla wdów i sierot – miał tu także swój warsztat szewc Dombrowski.
Według spisu z 1925 r. we wsi było 18 budynków mieszkalnych, a 46 zabudowań w ogóle, żyło 213 mieszkańców, w tym 101 mężczyzn, 210 ewangelików, a tylko 2 katolików. Parafia znajdowała się w Osieku, gdzie przed 1945 r. pastorem był Wilfried Walther. Natomiast katolicy mieli zapewnioną posługę duszpasterską w pasłęckim kościele św. Józefa.
Po I wojnie światowej dobra w Bielicy należały wprawdzie do majątku Dohnów ze Słobit, ale były dzierżawione, m.in. w 1925 r. przez Teodora Hesse. Po wyniszczającym gospodarkę pruską okresie inflacji i kryzysu światowego, Dohnowie potrzebowali znacznych środków na utrzymanie fideikomisu w Słobitach Z tego powodu majątek bielicki został ostatecznie sprzedany w 1935 r. przez Marię-Matyldę księżnę zu Dohna-Schlobitten (żonę Ryszarda-Emila) dla Wschodniopruskiego Towarzystwa Ziemskiego, te zaś odsprzedało je okolicznym chłopom pod zasiedlenie. Powstały wówczas nowe zabudowania gospodarcze, także przy drodze na Plajny, gdzie obecnie mieszka m.in. Teofila Kiejko.
Wspomniana wcześniej osada młyńska – Młyn Bielica, do której przynależne było 71 ha ziemi, leżała ok. dwóch kilometrów w linii prostej na południowy zachód od wsi. Znajdujący się tu nieczynny młyn nabył ok. 1908 r. od państwa pruskiego Ryszard Emil zu Dohna i całkowicie przebudował. Ten idyllicznie położony młyn, głęboko schowany w wąwozie rzeki Wąskiej, został następnie przysposobiony przez wspomnianą księżnę Marię-Matyldę zu Dohna, przewodniczącą Wschodniopruskiego Towarzystwa Przyjaciół Młodych Dziewcząt, na Dom Pobytu. Był to prawdopodobnie pierwszy taki zakład w prowincji wschodniopruskiej, który miał swoje misje przy każdym większym dworcu kolejowym. Wiele dziewcząt bez środków do życia, jeszcze długo po I wojnie światowej znajdowało tu odpoczynek, pod opieką Milki Fritsch z Królewca. Wszystkie miejsca były ciągle zajęte, a tylko zimą zakład był nieczynny. Młynarzem w Młynie Bielica był lubiany przez wszystkich Teodor Hesse z żoną. Po 1945 r. młyn był jeszcze czynny, a w mniejszym budynku żył Boratyński, uczestnik walk pod Monte Cassino. Obecnie teren ten należy do Czesława Marciniaka.
Około trzech kilometrów w dół rzeki, tam gdzie dolina rozszerzała się, a stare sosny lasu słobickiego sięgały aż do Wąskiej, leżał Cieszyniec (Teschenwalde), po wojnie popularnie „Zalesie”. Już w 1785 r. wzmiankowano, że była tu papiernia. Dohnowie kupili te dobra w 1909 r. od Jakuba Rempla i zlecili założenie wąskiej ścieżki dla pieszych między dwoma młynami, która dwukrotnie przecinała rzeczkę. Świat fauny i flory w dolinie rzeki Wąskiej był zupełnie nietknięty. Plątanina korzeni okalająca brzeg dawała schronienie rakom, a stan ptactwa był tu wyjątkowo różnorodny; czasami udawało się zobaczyć nawet tak rzadkiego zimorodka o błękitnym upierzeniu i pomarańczowej piersi. Woda szemrała, a cienisty dach z gałęzi wierzb dawał w upalne dni przyjemny chłód.
Na prawo od wiekowego młyna z muru pruskiego, już z daleka widać było staw pokryty białymi liliami wodnymi i kaczeńcami, których mięsiste liście unosiły się na wodzie. Drewnianą zaporę po drugiej stronie młyna Ryszard Emil zu Dohna kazał wyburzyć i wybudował w to miejsce nową z betonu i żelaza. Za pomocą wielkiego koła i pokrętła, deski można było podnosić albo opuszczać - w zależności od stanu wody.
W deszczowe dni woda spadała z impetem z wysokości około 10 metrów bijąc pianę na dole i tworząc mały, głęboko wymyty stawek, gdzie jak wspomina książę Alexander, razem z rendantem Arnheimem łowił szczupaki i węgorze. W tle słychać było turkot młyna z potężnym (nasiębrnym) kołem młyńskim, które mogło mieć w przekroju jakieś trzy metry. Cała maszyneria w środku młyna, za wyjątkiem kamieni młyńskich, była z drewna. Leżący poziomo wał napędzany kołem młyńskim wprawiał w ruch za pomocą kół zębatych wał pionowy, który z kolei napędzał kamienie młyńskie. Młynarz, niski, przysadzisty mężczyzna ubrany zawsze w jasne płótno i czapkę rogatywkę, był od stóp do głów oprószony mąką. Po worki z mąką przyjeżdżali niedużymi wozami okoliczni chłopi. Cała ta sceneria wyglądała jak na starych holenderskich sztychach i zdawało się, że czas stanął tu w miejscu.
Dzierżawcą młyna w Cieszyńcu był Julius Schultz, a następnie Hermann Schwarz. Oba młyny należały do majątku Dohnów z Bielicy. Wspomniany budynek o zabudowie szachulcowej zachował się do dzisiaj, natomiast żelbetonowe spiętrzenie wody zostało prawdopodobnie wysadzone. Po 1945 r. młyn w Cieszyńcu, wówczas „Zalesie”, miał Bujalski, później Frankowski, a obecnie jego właścicielem jest p. Zawadzki z Gdyni. Przypomnieć należy, że niedaleko działał niegdyś trzeci młyn wodny w przebiegu rzeki Wąskiej – w Siedlisku, co świadczy o zaradności i gospodarności dawnych mieszkańców tych ziem.
Przed II wojną Bielica liczyła 332 mieszkańców, a gospodarzami byli m.in. Karl Liedtke, Heinrich Liedtke, Hennings, Bähr, Froese, Kuhn, Krause, Klein, Küssner, Hoffmann, Kudlich, Lewandowski, Mißfelder i Marienfeld(3). Każdy chłop miał kawałek lasu. W centrum wsi znajdowała się gospoda Roßmanna, nieduży budynek z czerwonej cegły, który w czasie walk w 1945 r. został całkowicie zniszczony. Dzisiaj jednym śladem po nim są masywne, kamienne fundamenty, w pobliżu przystanku autobusowego. Teren ten należy obecnie do p. Cz. Marciniaka. Tutejsza szkoła, znajdująca się po prawej stronie wylotu drogi do Burdajn, była podobna w swym kształcie do starej szkoły Rogajnach. W 1925 r. nauczał tu i mieszkał Grunwald oraz Hermann Hoffmann. Po wojnie pierwszym nauczycielem polskim był tu Czesław Marciniak, a szkoła była czynna do 1965 r., następnie została przeniesiona do nowego budynku, który uruchomiono z dniem 1 września 1966 r. Natomiast w starym zamieszkali nauczyciele. Obok dawnej szkoły znajdował się sklep kolonialny Neubera razem z pocztą, ale został również zniszczony w czasie wojny. Żandarmem we wsi był starszy sierżant Böhnke.
W Bielicy uruchomiono w 1941 r. schronisko młodzieżowe, gdzie dla członków Hitlerjugend i BDM prowadzono również nauczanie szkolne. Budynek ten znajduje się na małym wzniesieniu niedaleko cmentarza. Po wojnie była tu świetlica wiejska, odbywały się zabawy taneczne i wyświetlano filmy. Później mieszkał tu nauczyciel Michał Onyszko z żoną Ludmiłą oraz Kapusta. Obecnie nieco przebudowany jest własnością lek. Andrzeja Poćwiardowskiego.
Od 1934 r. wójtem wsi był Emil Helfensteller, który mieszkał w dawnym dworze Dohnów. Później mieszkała tu wdowa po nim oraz hodowca srebrnych lisów – Brennecke. Przewodniczącym rady gminy był ślusarz Adolf Kalkowski z Osieka.
W czasie wojny u gospodarzy w Bielicy pracowali polscy robotnicy przymusowi, jeńcy francuscy i Białorusini.
Szczególnie ciężkie walki toczyły się w okolicach wsi pod koniec stycznia 1945 r. Walczyły tu jednostki 28 „Śląskiej” Dywizji Piechoty Wehrmachtu, w której składzie byli żołnierze rekrutowani na ogół ze Śląska, byli też Austriacy i żołnierze z Prus Wschodnich. Mieli wsparcie 21 Dywizji Piechoty zwanej „Wschodniopruską” oraz 170 Dywizji Piechoty walczącej na kierunku Kwitajny - Rogajny – Nowa Wieś - Krasin(4). Bielica została zajęta przez krasnoarmiejców już 23 stycznia 1945 r. w wyniku zmasowanego ataku szpicy pancernej wspieranej piechotą i ogniem artylerii. Sowieci po wejściu do wsi zgwałcili m.in. młodą Polkę pracującą u bauera Heinricha Liedtke, a jego sąsiada rozstrzelano. 27 stycznia do zajętej przez Sowietów Bielicy wjechał niemiecki czołg pomalowany na biało, z żołnierzami na wierzchu. Zostali ostrzelani, a jeden z nich zginął. Jeszcze tego dnia przybyła tu druga grupa żołnierzy Wehrmachtu z kierunku Burdajn, którzy zainstalowali w piwnicy domu Liedtke radiostację. Następnego dnia kontratak pododdziałów Wehrmachtu na kierunku Burdajny – Bielica doprowadził do wyparcia krasnoarmiejców z Bielicy. Od 30 stycznia do 3 lutego ponownie rozgorzały w pobliżu ciężkie walki, a 30 stycznia 1945 r. wieś usiłowały wziąć z marszu sowieckie czołgi T-34, przy huraganowym ogniu „Katiusz”. W wyniku tego ostrzału zniesiony został z powierzchni ziemi m.in. dwór Dohnów położony na małym wzniesieniu we wsi oraz kilka innych zabudowań. W walkach tych Sowieci stracili w okolicy lasu koło Karwit ponad 20 czołgów, o czym relacjonowano w dziennym komunikacie wojennym Wehrmachtu. Natomiast wieś Karwity zniknęła praktycznie z powierzchni ziemi. Ostatecznie Niemcy utrzymali Bielicę do 3 lutego1945 r.
Niemieccy mieszkańcy Bielicy zaczęli się ewakuować w mroźną noc 23 stycznia 1945 r. w kierunku stacji kolejowej w Słobitach. Stąd ostatnim pociągiem, w wagonach towarowych udali się w kierunku Królewca, ale dojechali tylko do Piławy (dzisiaj Bałtyjsk), by statkami odpłynąć do Niemiec. Część mieszkańców została zawrócona z powrotem do Bielicy, którą 28 stycznia zajął ponownie Wehrmacht. Wielu z nich uciekało później przez zamarznięty Zalew Wiślany.
Po wojnie zostały tu na jakiś czas dwie Polki, robotnik polski o imieniu Aleksander oraz Marian Biernacki.
Po wkroczeniu Sowietów właśnie te Polki uratowały kilku Niemców przed rozstrzelaniem, zaświadczając, że wobec robotników przymusowych i nie tylko, zachowywali się przyzwoicie.
Wkrótce napłynęli pierwsi polscy osadnicy, m.in. Wincenty Szpilewski z Grodna, Wacław Radziejewski z dziećmi, Lenkiewicz, Teofila Kiejko, Jan Wieżel - czołgista z Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, przybył żołnierz Armii Krajowej Robak, który miał rodzinę w Anglii i każdorazowy, powojenny jej przyjazd do Bielicy był lokalną sensacją. Osiedlił się też Czesław Marciniak z warszawskiego, który ukończył szkołę nauczycielską w Płocku. W Bielicy poznał i ożenił się z Janiną Kozak z Wileńszczyzny. Był nauczycielem w miejscowej szkole, ale niezbyt hołubionym przez władze z powiatu, ze względu na swoje przywiązanie do wiary i przestrzeganie chrześcijańskich wartości. Dawano mu o tym znać pomijając np. w przydziale cementu, czy ciągnika. Tym bardziej, że był autorem postawienia drewnianego krzyża w 1954 r. Kiedyś robiąc odpływ ze swojego stawu znalazł szczątki dwóch rozstrzelanych przez krasnoarmiejców żołnierzy Wehrmachtu. Zebrał je i pochował na miejscowym cmentarzu, na którym jeszcze długo po wojnie zachowały się ozdobne groby z aniołkami, żeliwnymi krzyżami i takimi nazwiskami jak „Liedtke”, czy „Wischnewsky”. Znalazł tu również miejsce wiecznego odpoczynku osadnik Śpiewak, który parę lat po wojnie próbował łowić ryby granatem ręcznym, ale zamiast w stawie granat wybuchł mu w rękach.... Pierwszym sołtysem wsi był Turowski, a obecnie jest Jan Szymański, którego ojciec przybył tu z Lubelszczyzny. Pierwszym naczelnikiem poczty został wspomniany już Wincenty Szpilewski.
Podobnie jak w wielu innych wsiach, także w Bielicy osiedlono w ramach Akcji „Wisła” wiele rodzin pochodzenia ukraińskiego, m.in. zamieszkał tu Michał Arian, Michał Tucki, Włodzimierz Tucki oraz Szymon Bondaruk. Pierwsi polscy osadnicy korzystali z posługi duszpasterskiej w sąsiednim Osieku, gdzie na początku 1947 r. kuria biskupia skierowała ks. Stanisława Czernika, byłego kapelana AK w stopniu pułkownika. Po nim obowiązki duszpasterskie pełnił ks. Piotr Żarnowski.
Jeszcze długo po wojnie ślady po hodowli srebrnych lisów na swojej posesji znajdował Czesław Marciniak, m.in. wkopaną w ziemię stalową siatkę uniemożliwiającą dokonanie podkopu przez lisy oraz urządzenia do mielenia kości i lodownię. Niektórzy z pierwszych powojennych mieszkańców mówili nawet, że w okolicy można było wtedy spotkać wałęsające się srebrne lisy.
Na dobrze zachowanych (i widocznych) kamiennych fundamentach zniszczonego dworu Dohnów postawili swoje domy dwaj synowie zmarłego w czerwcu 2005 r. Czesława Marciniaka - Krzysztof i Czesław.
Książę Alexander zu Dohna odwiedził ostatni raz Bielicę we wrześniu 1992 r. razem ze swoją najmłodszą córką Alexandrą i tłumaczką z Olsztyna – Izabelą Płatkowską.




Był także w domu Marciniaków, gdzie z dużym zainteresowaniem obejrzał bogatą kolekcję znalezisk po rodzie zu Dohna, m.in. brązową głowę swojej żony.....



Miał wtedy już 93 lata i była to jego przedostatnia wizyta w dawnej ojczyźnie. Poruszająca relacja z tej sentymentalnej podróży, autorstwa jego najmłodszej córki Alexandry, znalazła się w dodatku do „Spiegla” – „Frau im Spiegel Extra”. W roku 2005 podróż, śladami swego ojca, z udziałem ponad 30 członków rodziny, odbył jego najstarszy syn Friedrich, urodzony w 1933 r. w Słobitach. Być może dla ich dawnej siedziby rodowej w Słobitach nadchodzą lepsze czasy, gdyż ruiny zamku z parkiem i dobrze zachowanym obszernym folwarkiem, zostały sprzedane prywatnej osobie.
W dzisiejszej Bielicy trudno mówić o jakimś centrum, chociaż jego miejsce wyznacza prawdopodobnie ozdobna kapliczka, erygowana w 1999 r., przez mieszkańców wsi i Czesława Marciniaka(5), na cześć wizyty papieża Jana Pawła II w Elblągu. Kapliczkę zdobi masywny krzyż żeliwny z cmentarza w Skowronach, będący niemym symbolem wiary dawnych i obecnych mieszkańców wsi.

Lech Słodownik

1. W 2008 r. minie 430 lat od założenia wsi.
2. Alexander Fürst zu Dohna-Schlobitten, Erinnerungen eines alten Ostpreußen, Rautenberg Verlag, Leer 2006.
3. Pani Marianne Lüders, z domu Marienfeld, zamieszkalej obecnie 25792 Neuenkirchen (Niemcy), której rodzice przybyli w 1930 r. do Bielicy z Plajn i zamieszkali w budynku, który obecnie zajmuje p. Teofila Kiejko – niniejszym dziękuję za pomoc przy redakcji tego materiału.
4. Dowódcą jednostek walczących w tym obszarze Heeresgruppe „Mitte” – Grupa Armii „Środek”, był gen. Hans-Georg Reinhardt, którego w dniu 29 stycznia 1945 r. na rozkaz A. Hitlera zmienił gen. Lothar Rendullic.
5.W tym miejscu dziękuję również p. Czesławowi Marciniakowi za pomoc w redakcji tego biogramu.


Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

20 lat powiatu elbląskiego

Pozostało2 dni

Na dzień 21 września 2019 roku zaplanowano uroczyste obchody 20 – lecia powstania...