25 stycznia 2020 Pawła, Miłosza, Elwiry

Dowcipy i kawały nie tylko sylwestrowe

dodał Ponad miesiąc temu, 2019-12-15
Dowcipy i kawały nie tylko sylwestrowe

W dzisiejszych czasach dni poprzedzające ostatni dzień roku, a zwłaszcza Sylwester, to nieustanna kanonada wszelkiego rodzaju fajerwerków i sztucznych ogni. Dawniej było nieco inaczej, a przede wszystkim spokojniej.
Mieszkańcy Elbląga nie mieli do dyspozycji takiej gamy fajerwerków, a ponadto były one drogie i pokazy urządzała miejscowa Straż Pożarna. Tym niemniej Sylwester i Nowy Rok świętowano również wesoło i głośno, czego przykładem mogą być ilustracje zamieszczone do tego artykułu.
Sieczkarnia opodal Bramy Targowej.
Lepiej sytuowani żegnali stary i witali nowy rok w znanych elbląskich restauracjach, hotelach czy w resursie mieszczańskiej. Tańczono tam namiętnie, a tanecznymi przebojami były wiedeńskie walce K. Ziehrera, K. Komzaka, J. Lannera, no i oczywiście J. Straußa. Popularne były też chóralne śpiewane szlagiery i melodie P. Lincke. Bale kończono około godz. 3 nad ranem marszem Maxa Oscheita "W obozie cygańskim", który powszechnie nazywano "wykidajło marsz!" Mężczyźni stawali wtedy w kole na parkiecie i śpiewali: "Jesteśmy wolni na tym pięknym świecie, kobiety są nam niepotrzebne, bo kosztują masę pieniędzy, my jesteśmy Cyganami i wędrujemy przez świat! (niem. Welt), jesteśmy Cyganami, ale nie mamy pieniędzy (niem. Geld)!"
Ci, których nie było stać na tak szacowne bale, świętowali na Placu Słowiańskim, gdzie już przed Wigilią stawiano dużą choinkę i wszyscy czekali aż obok, na ratuszowej wieży, zegar wybije godzinę dwunastą. Inni szli na Stary Rynek, gdzie światło gazowych latarni robiło szczególną atmosferę.
Niektórzy zaś odwiedzali swoje ulubione lokale, a takim z pewnością była gospoda zwana "Sieczkarnią" (niem. Häckselkammer) niedaleko Bramy Targowej. W sylwestrowy wieczór i noc przeżywała prawdziwe oblężenie. Była to stara, nikczemnej jakości knajpa, ale mówiono, że tutaj znajdowali swój azyl wszyscy mężczyźni uciekający przed gniewem swych żon! I nieprzypadkowo z "Sieczkarnią" wiązała się znana w Elblągu i okolicy rymowanka: "Nach des Tages Last und Jammer, geh't man in die Häckselkammer!", co po naszemu można przetłumaczyć - "Po dniu pełnym wrzasków i ciężkim od znoju, trzeba pójść do wódopoju!"
Butelkowe kominy.
W karczmie grano też zaciekle w skata, a niejeden elblążanin przy piwie i kartach przebywał tu do późna w nocy. Pewnego razu jeden ze stałych gości tego lokalu wrócił bardzo późno do domu, i by żony nie budzić zbędnymi hałasami, rozebrał się już w przedpokoju "do rosołu". Ale na swoje nieszczęście w sypialni zastał, wprawdzie w łóżku, ale czytającą jakieś romansidło, i ta wnet przywitała go słowami - "i co mój kochasiu, tym razem w "Sieczkarni" nie tylko napiłeś się, ale i przegrałeś wszystko?!"
W nieco inny sposób świętowano na Żuławach, czy też na Wysoczyźnie Elbląskiej. Stało tutaj dużo domów podcieniowych (niem. Vorlaubenhaus), które miały tzw. butelkowe kominy. W tych kominach znajdowała się "czarna kuchnia (niem. Schwarze Küche), która była jednocześnie małą spiżarnią świątecznych wyrobów.
Bywało więc tak, że w czasie sylwestrowych kawałów zbytkująca młodzież kładła na wylocie takiego komina kawałek szyby (dach był kryty strzechą, więc zawsze zgodnie z przepisami pożarowymi - leżała na nim drabina) i w noworoczny, na ogół bardzo mroźny poranek, gospodarz miał duże problemy z rozpaleniem domowego ogniska! Co u licha! - bo przecież patrząc ze środka butelkowatego komina widział jasne, mroźne, styczniowe niebo?!
Sylwestrowe psikusy.
Tej nocy wiele chłopskich wozów konnych było po cichu demontowanych i ponownie montowanych, ale tym razem np. na dachu stodoły lub obory! A zimy były wówczas mroźne, więc młodzież wyprowadzała ukradkiem taki wóz w sylwestrową noc na zamarznięty staw wiejski, gdzie jego koła wstawiano w świeżo wyrąbane przeręble. Następnego dnia gospodarz musiał się sporo napracować, by swój pojazd z tej lodowej pułapki wydłubać!
Długimi, zimowymi wieczorami gospodynie na wsiach rwały pierze. A wtedy bywało tak, że jakiś lorbas wpuszczał nagle do izby kilka gołębi, które nerwowo latając pod powałą i trzepocząc skrzydłami, wzbudzały białe tumany z… pierza! Podobnie było z wrzucanymi do pomieszczeń zamkniętych "bombami z popiołu"…
Ciekawym, ale nieznanym już dzisiaj sylwestrowym psikusem, były dawniej "smrodliwe bomby", czyli przygotowywane już od dłuższego czasu na ten dzień… jajka - zbuki! Obrzucano nimi drzwi wejściowe domów, lokali m.in. obrotowe drzwi w kawiarni ratuszowej przy Placu Słowiańskim. Tutaj pewnej nobliwej damie taki zbuk wylądował na eleganckim bucie, i ta chcąc nie chcąc, "częstowała" tym zapachem gości tego szacownego lokalu podczas sylwestrowego spotkania! 
Lech Słodownik 

 

0
0