17 stycznia 2019 Antoniego, Rościsława, Jana

Historia rodu zu Dohna - ostatni książę ze Słobit(część 7 i 8)

dodał 2004-08-20
Historia rodu zu Dohna - ostatni książę ze Słobit(część 7 i 8)


Część 7 Pierwszym etapem na długiej drodze ewakuacji były Prakwice, gdzie na wcześniejsze polecenie Aleksandra sformowano kolumnę furmanek (der Treck) z okolicznych dóbr: Adamowo (Adamshof), Pogorzele (Vaterssegen), Królikowo (Königsee), Kielmy- Glądy (Cöllmen-Glanden), która dołączyła do konwoju słobickiego - w sumie 330 osób (w tym Francuzi - robotnicy przymusowi), l40 koni i 38 wozów. W Prakwicach, podobnie jak w Słobitach, także w ostatniej chwili przyszedł rozkaz o powołaniu wszystkich mężczyzn do Volkssturmu, ale książę polecił go nie respektować, wiedząc doskonale, że wydający takie decyzje „brunatni towarzysze partyjni” myśleli wówczas tylko o ratowaniu własnej skóry. Każda godzina była niezwykle cenna, o czym przekonali się mieszkańcy sąsiednich folwarków w Pachołach (Pachollen) i Mokajmach (Storchnest), którzy spóźnili się parę godzin i w następstwie tego ich konwój został na Pomorzu rozjechany przez sowieckie czołgi. Po masakrze ludności cywilnej w Nemmersdorf , nikt nie miał wątpliwości jaki będzie los Niemców, którzy pozostaną w Prusach Wschodnich. Aleksander zu Dohna miał obywatelstwo szwajcarskie i w chwili zwątpienia pomyślał, że mógłby pozostać wywieszając flagę Szwajcarii na pałacu . Szybko jednak otrząsnął się z tak nierealnych myśli. Przed odjazdem przypadł mu smutny obowiązek, gdyż na prośbę zarządcy majątku w Prakwicach - H. Prinza, musiał zastrzelić jego psy. Bydło nakarmiono i pozwalniano z uwięzi w oborach, by nie padło z głodu i pragnienia. Trasa ucieczki wiodła m.in. przez następujące miejscowości leżące na Pomorzu Gdańskim, Pomorzu Zachodnim i w północnych Niemczech: Altfelde(Stare Pole), Sobbowitz (Subowidz), Klein Klinsch (Mały Klincz) Sullenschin (Sulęcin), Neu Kolziglow (Kołczygłówki pow. Miastko), Zuchen (Sucha Koszalińska), Köslin (Koszalin), Hohenfelde (Miłogoszcz pow. Koszalin), Kolberg (Kołobrzeg), Glansee (Gołańcz Pomorska pow. Gryfice), Trieglaff (Trzygłów pow. Gryfice), Basenthin, Kolbaskowo, Penkun, Blumberg, Wilmersdorf, Boitzenburg, Mödenbeck, Wesenberg, Dambeck, Putlitz, Grabow, Kiez, Dömitz, Breese, Zahrenthien, Rosche, Münster, Kettenburg, Thedinghausen, Eystrup. Po prawie dwóch miesiącach tułaczki, w dniu 19 marca 1945r., w okolicy miast Verden i Hoya w Dolnej Saksonii, nastąpiło rozwiązanie konwoju. Uciekinierzy ze Słobit i Prakwic przebyli ok. 1500 km. Całą trasę Aleksander pokonał na swoim niezawodnym wałachu „0llo” i w rosyjskiej uszance, która „sprawdziła się” od czasu walk pod Stalingradem. W ostatnich tygodniach wojny jeszcze raz postąpił wbrew rozkazom Hitlera. Otóż wspomniane miasto Verden nad rzeką Aller obsadził gen. August Brauer (1880-1953) i zamierzał bronić je do ostatniego naboju. W rozmowie w cztery oczy Aleksander namówił go, by natychmiast poddał się Amerykanom. Dzięki temu i ludność i miasteczko z piękną katedrą zostały ocalone. Uratowały się także mosty nad Aller, podczas gdy położone niedaleko potężne mosty nad Wezerą w Achim k/Bremy, zostały wysadzone przez niedobitki Waffen SS. Po wojnie wykorzystując swe szwajcarskie koneksje zamieszkał na dziesięć lat w Grenzach. Pracował tu w firmie farmaceutycznej i podejmował daleko idące starania w kierunku odtworzenia na terenie Niemiec hodowli koni słynnej rasy trakeńskiej (Trakehner Verband). W lipcu 1952 r. niemiecki Bundestag przyjął ustawę o podatku wyrównawczym na pokrycie szkód wojennych . Książę Dohna za majątek pozostawiony w Słobitach i Prakwicach, obliczany na 6350000 DM, otrzymał tylko 2,7% jego wartości, czyli 172 000 DM. Za te pieniądze kupił w 1959r. kawałek gruntu w Lörrach , gdzie wybudował dwupiętrowy dom z pralnią na parterze. Wszystkie maszyny były w kolorze niebieskim, także kontuar, natomiast ściany białe, czyli w herbowych kolorach Dohnów. Pralnia prosperowała dobrze przez dziesięć lat, a Szwajcarzy - sąsiedzi z drugiego brzegu Renu na ogół nie darzący sympatią Niemców, mieli satysfakcję, że tak wysoko urodzony arystokrata wschodniopruski zajmuje się zgoła prozaicznym fachem . Na przekór temu, od 1961r. aż do śmierci zamieszkiwał w Bazylei. Po wojnie książę włączył się w nurt działalności rewizjonistycznego ośrodka Göttinger Arbeitkreis , którego podstawowa teza głosiła, że utrata przez Polaków wschodnich obszarów nie upoważnia ich do rekompensowania ubytków przez włączenie do swego państwa dawnych terenów niemieckich. Wspierał rewizjonistów finansowo i merytorycznie. We wspomnieniach skomentował jednak krytycznie te działania: „Nikt wówczas nie mógł przewidzieć, że cele, które nam przyświecały, i tezy, które reprezentowaliśmy, w wyniku rozwoju sytuacji politycznej doprowadzą nas do absurdu”. Wreszcie w 1966r. pod wpływem słynnego memorandum Ewangelickiego Kościoła Niemiec, stało się dla niego jasne, że Niemcy nie mogą i nie mają prawa zgłaszać roszczeń do byłych ziem wschodnich. Od tego czasu książę Aleksander zu Dohna zmienił swój stosunek do Polski zaczął do niej przyjeżdżać.

Opr. Lech Słodownik
1 Por. „Glos Pasłęka” nr 10 z października 1997
2 Przodek Aleksandra - Friedrich Dohna (1621-1668) nabył posiadłość nad jez. Genewskim i z tego tytułu miał dziedziczne obywatelstwo Berna. W XIXw. Dohnowie byli członkami Wielkiej Rady Berna. Aleksander Dohna był w 1924r. przedstawiony władzom gminy w Bernie, a w 1928r. był tu razem z żoną. Szwajcar - Karl Jakub Burckhardt (1891-1974) Wysoki Komisarz Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku, bywał już od 1938r. w Słobitach i utrzymywał kontakt z Dohną po wojnie. M. in. z tych względów otrzymał w 1948r. bez większych kłopotów paszport szwajcarski.
3 W Verden nad Aller znajduje się niemieckie Muzeum Konia, gdzie wystawiana jest m. in. replika pomnika słynnego konia Tempelhüter, zrabowanego przez Sowietów ze stadniny w Trakenach (niem. Trakehnen - obecnie Jasnaja Polana w Obwodzie Kaliningradzkim).
4 Tzw. Lastenausgleichsgesetz.
5 Grenzach i Lörrach leżą nad Renem w Badenii- Wirtembergii, po drugiej stronie rzeki jest Bazylea.
6 Niżej podpisany zna osoby z d. dóbr Aleksandra Dohny zwracające się niegdyś do niego per „Seine Durchlaucht” (Jego Książęca Mość), chociaż on sam starał się zawsze być prostym człowiekiem.
7 Dohna był współzałożycielem tego ośrodka obok prof. H. Mortensena, Krausa, E. Obsta, kuratora z Królewca F. Hoffmanna i gdańskiego prof. N. Creutzburga. Pozostawał także w kontakcie z Marion gräfin von Dönhoff.




Część 8
Problematyką polską Dohna zaczął się poważnie interesować dopiero przed plebiscytem 1919/1920. W jego trakcie przebywał przecież w m. Licze k/ Kwidzyna, gdzie volens nolens musiał zetknąć się ze sprawami polskimi. Był członkiem Heimatbundu, którego ostrze, jak sam wspomina, skierowane było przeciw Polakom i komunistom. Tym samym początki jego zainteresowania Polską przybrały określone, wrogie do niej nastawienie. Zjawisko takie było wówczas w Prusach Wschodnich dość powszechne. Polsce wypominano „korytarz” i zwracano uwagę na jej zaborcze aspiracje wobec Prus Wschodnich. Niedługo po przegranym przez Polskę plebiscycie rozpoczęła się „wojna celna”, która w pewnym stopniu mogła zahamować rozwój gospodarczy prowincji wschodniopruskiej. Jesienią 1930 r. w Słobitach gościł szef sztabu generalnego gen. płk Kurt-Equord baron von Hammerstein (1878-1943), zwolennik utrzymywania dobrych stosunków z Rosją Sowiecką, ale nieprzyjaznych wobec Polski. Widział on potrzebę prowadzenia tradycyjnej, niebezpiecznej dla Polski polityki, zrealizowanej zresztą dziewięć lat później. Trudno powiedzieć, czy Dohna afirmował taką politykę, raczej jednak nie przejawiał specjalnej obsesji antypolskiej. Wspomina z pewną aprobatą, że jego przyjaciel Wilhelm baron von Hochberg z u Fürstenstein (1886-1934), którego dobra w Goraju k/Skwierzyny w Wielkopolsce w wyniku postanowień traktatu wersalskiego znalazły się przy Polsce, nauczył się języka polskiego i utrzymywał poprawne stosunki z polskimi sąsiadami, m.in. zapraszając ich często na wspólne polowania. Był lojalnym obywatelem odrodzonego państwa polskiego. Wielu Niemców miało mu to za złe, a Dohnie robiono wymówki, iż przyjaźni się właśnie z baronem Hochbergiem. Aleksander pisze, że po śmierci barona, jego syn i następca - Hans, miał negatywne nastawienie do sąsiadów - Polaków i z tego powodu był nie lubiany.
Jako uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., Dohna wspomina o niej niewiele. Pisze w dobrej wierze, że po wkroczeniu do Warszawy rozdawał z samochodu chleb przede wszystkim kobietom i dzieciom. Nie zdawał sobie wówczas sprawy, że fakt ten był silnie eksponowany w nazistowskiej propagandzie, tj. w prasie i filmach dokumentalnych. Interesujące są obserwacje poczynione przez niego w okupowanej Warszawie. Podkreśla, że miasto było nieznacznie zniszczone, tu i ówdzie w zwartej zabudowie brakowało budynków. Toteż po wojnie szokowały go oglądane materiały filmowe dotyczące totalnych zniszczeń stolicy, powstałych w wyniku bezmyślnego powstania warszawskiego. Dostrzegał wśród Polaków rezygnację, jednocześnie wielką pobożność, przepełnione kościoły, a w miejscach, gdzie ginęli ludzie palące się świeczki. 12 października 1939 r. dekretem Hitlera utworzono tzw. Generalną Gubernię (Generalgouverneurs) i od tego czasu wg Dohny rozpoczęła się polityka eksterminacyjna wobec ludności polskiej. W końcu października zauważył, że specjalne komando SS rozpoczęło „niecny proceder” wiercenia otworów w murach Zamku Królewskiego, w celu jego wysadzenia. Oburzony wykonał kilka fotografii i przesłał je z odpowiednią notatką do sztabu dywizji. Później fotografie takie ukazały się w prasie zachodniej i jak pisze Dohna - zmusiło to Niemców do odstąpienia od pierwotnego zamiaru. Trudno jednak sądzić, by sztabowcy Wehrmachtu zdobyli się na taki krok, prawdopodobnie zdjęcia przesłane zostały na Zachód przez polskie organizacje podziemne. Duma narodowa nie pozwalała Polakom na utrzymywanie kontaktów z Niemcami, chociaż sam Aleksander dzięki swej życzliwej postawie zdobywał sympatię, a nawet przyjaźń niektórych Polaków. Zarówno on jak i inni oficerowie pomagali Polakom, zwłaszcza kobietom, w wyjazdach za granicę, do czego wykorzystywano potajemnie ambasadę Szwecji. Na przełomie 1939/40 po raz pierwszy usłyszał o obozach pracy i gwałtach wyrządzanych ludności cywilnej. Fakty te do żywego oburzały oficerów Wehrmachtu (das Unrecht bedrückte uns Offiziere sehr) i różnicowały poszczególne jednostki wojsk lądowych. Jednakże w konfliktach powstających na tym tle zwyciężały zawsze formacje SS, których postępowanie Dohna oceniał jak najsurowiej. Jako przykład podaje losy hr. Adolfa Bnińskiego (1884-1942), który po pierwszej wojnie został starostą powiatu środzkiego i zawsze prowadził przyjazną politykę wobec mniejszości niemieckiej. Jako wojewoda poznański zezwolił m.in. na oficjalną działalność Zjednoczenia Niemieckiego. Mimo tego, po zajęciu Poznania przez Niemców, znalazł się na tzw. czarnej liście, a SS nie mogąc go schwytać osadziło jego żonę w burdelu w Łodzi. O tym haniebnym czynie dowiedział się kolega Aleksandra - Ernst Coelle , który przy pomocy innych oficerów uwolnił hrabinę Bnińską z tego szokującego przybytku. Przewieziono ją potajemnie do Warszawy, a stąd wyekspediowano do Włoch. Teatry w Warszawie były pozamykane, ale niektórzy aktorzy i piosenkarze występowali w kawiarni hotelu Bristol, gdzie popołudniami grała także orkiestra opery warszawskiej. Kawiarnia serwująca dobrą kawę i smaczne ciastka stała się ulubionym punktem spotkań oficerów Wehrmachtu. Aleksander był pod wpływem niezwykłej urody Polek, a pewnego razu zaprzyjaźnił się z polską rodziną: matką, córką i synem. Niebawem znajomość z córką przerodziła się w przelotny flirt. Był zapraszany do ich domu, gdzie chodził po cywilnemu, ale na wszelki wypadek brał ze sobą pistolet. Pewnego razu zastał tu Polaka, który jak się okazało, był oficerem podziemia i na jego widok ewakuował się gwałtownie tylnymi drzwiami. Wiosną 1940r. oddział Dohny opuścił Warszawę, a wspomniane rodzeństwo Polaków znalazło schronienie w Słobitach. Pracowali w ogrodzie, pomagali w bibliotece i mieli baczenie na dzieci. Zajmowali dwa małe pokoje w zachodnim skrzydle pałacu. Fakt ten wzbudził podejrzenia „brunatnych towarzyszy partyjnych” z Pasłęka i po upływie roku musieli wrócić do Warszawy. Przeżyli wojnę i wkrótce potem ponownie nawiązali kontakt z Aleksandrem, podtrzymywany nieprzerwanie aż do ostatnich lat.
W latach 70- i 80-tych książę Dohna przebywał jedenaście razy w Polsce. Z reguły wspólnie z żoną oraz niekiedy z dziećmi. Zwiedził praktycznie całą Polskę od Śląska po Białystok. Nawiązał szereg osobistych kontaktów i znalazł tu wielu nowych przyjaciół. Z wdzięcznością wspomina m.in. prof. Stanisława Lorentza, dyr. Muzeum Narodowego w Warszawie, dr Kamilę Wróblewską - kustosza muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie oraz „przyboczną tłumaczkę” - Izabellę Platkowską. Kontaktował się z muzeami w Elblągu i Olsztynie. Od 1974r. odwiedzał regularnie Słobity, i jak wspomina, było to dla niego zawsze ciężkie przeżycie. Wieś wygląda dzisiaj smutnie i szaro, jest zaniedbana, porośnięta chwastami i krzakami. Wiele budynków w centrum, wybudowanych niegdyś z czerwonej cegły i pokrytych takimiż dachami, popadło w ruinę i zostało rozebranych. Na obrzeżu wsi wybudowano nowe domy, których architektura jest typowa dla wielu postpegerowskich wsi. Brzydkie, cementowe tynki i szpetne azbestowo-eternitowe dachy. Trudno tu mówić o jakiejś planowej harmonijnej zabudowie - po prostu tam budowano gdzie miejsca stało. Niestety, także prawie wszystkie pałace Dohnów uległy zniszczeniu. Książę Aleksander zastanawia się w pewnym momencie, komu na tym zależało już po zakończeniu wojny. Dobitnym tego przykładem są losy pałaców w Prakwicach (Prökelwitz), Gładyszach (Schlodien), Sasinach (Sassen), Kątach (Canthen), Markowie (Reichertswalde), Kamieńcu (Finckenstein) ...
Już w kilka tygodni po rozwiązaniu konwoju uciekinierów ze Słobit i Prakwic, Aleksander dowiedział się, że pałac w Słobitach spłonął wkrótce po zajęciu go przez żołnierzy sowieckich . W czasie każdorazowego pobytu w Słobitach odwiedzał zawsze kościół i cmentarz, na którym spoczywa około dwudziestu jego przodków i członków najbliższej rodziny. Najstarsze groby pochodzą z początku XIX w., a na tablicy znajdującej się na ścianie kościoła upamiętniającej poległych mieszkańców Słobit v pierwszej wojnie światowej, znajdują się nazwiska jego dziadka i ojca. Wszystkie groby miały płyty z graniu szwedzkiego, o wymiarach 100 x 180 cm, ważące ok. tony. W czasie pobytu w 1975r. książę Aleksander stwierdził, że skradziono trzy płyty, które prawdopodobnie sprzedano do jednej z firm kamieniarskich w pobliskich Młynarach. Kradzież ta zbulwersowała ówczesnego proboszcza - Stanisława Gadomskiego (mieszkającego w Młynarach), jak i miejscową ludność. Niedługo potem ks. Gadomski odgrodził od ulicy kościół i cmentarz siatką drucianą. Pomalowano ją zieloną farbą, dostarczoną przez Dohnę z Niemiec w ilości 50 kg. Jednakże następnej zimy ponownie skradziono dwie płyty nagrobne . Po wspólnych uzgodnieniach, postanowiono przenieść pozostałe płyty granitowe do kościoła i wmurować je w ściany boczne. Koszty tej operacji, w wysokości 200 dolarów, pokrył książę Aleksander. Pięknym uzupełnieniem tych działań była kościelna uroczystość, która odbyła się w 1981r. Ks. Gadomski wygłosił homilię, a następnie poświęcił płyty nagrobne i odmówił modlitwy za zmarłych Dohnów, podkreślając, że byli pobożnymi ewangelikami. Książę Dohna, w imieniu swej rodziny, serdecznie podziękował. Siedział z żoną na dwóch wyściełanych fotelach poniżej ołtarza, a obok tłumaczka . Mimo, iż był to zwykły dzień pracy, zebrało się około 30 parafian - mieszkańców Słobit i okolicy. Na ich życzenie Aleksander zu Dohna opowiedział historię swego rodu, wsi i pałacu. Obecni na tej ekumenicznej mszy zgłosili chęć ofiarowania robocizny przy jego ewentualnej odbudowie. Wreszcie pewna kobieta wyraziła życzenie, by państwo Dohnowie, powrócili do Słobit gdyż powinni być tu pochowani, obok swoich przodków. W sumie całe spotkanie, zważywszy, iż był to rok 1981, miało wzruszający charakter i służyło prawdziwemu pojednaniu. Niestety, rok później okazało się, że słowa o przebaczeniu, pojednaniu i szacunku dla zmarłych, dla nowego proboszcza kościoła - ks. Mariana Szczęsnego, miały tylko fasadowy charakter.

Opr. Lech Słodownik
1 Ernst Coelle (1898-1990) miał od 1918r. majątek na polskim pograniczu Prus Wsch. Znał dobrze język polski i rosyjski. W stopniu kapitana walczył razem z Dohną pod Stalingradem. Można przypuszczać, że kształtował u księcia pozytywny wizerunek Polaków!
2 Okoliczności spalenia pałacu są do dzisiaj niewyjaśnione. Należy brać pod uwagę fakt notorycznego pijaństwa sowieckiego żołdactwa oraz to, że nie było światła elektrycznego. Używano więc wszelkiego rodzaju oświetlenia, łącznie z ogniskami rozpalanymi na podłogach.
3 Prowadzono wówczas dochodzenia w tych sprawach, ale kończyły się one umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców przestępstwa.
4 Główny obraz ołtarza kościoła słobickiego został przestrzelony w kilku miejscach przez krasnoarmiejców, a dębowa mensa ołtarzowa porąbana szablami. Ślady te można oglądać jeszcze dzisiaj.





Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

#Slaffth   2017-10-15

Historia zatoczyła koło w Słobitach i Finkenstein. Zniszczono pałace książęce tak samo zniszczono Zamek Warszawski i Warszawę...Zniszczono pokolenie ludzi, którym zadano tylko ból i osobiste tragedie...jakim prawem jednak ów skądinąd świetny książę wypowiada się, że Powstanie Warszawskie było aktem bezmyślnym? Kto upoważnił go do ferowania takiej opinii? Slaffth


Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

DKK dla dzieci

Pozostało14 5 minut

Biblioteka Publiczna w Pasłęku serdecznie zaprasza dzieci w wieku 7-11 lat na spotkania...


Zaproszenie na Jordan

Pozostało2 dni

Proboszcz parafii greckokatolickiej w Pasłęku ksiądz mitrat Andrzej Sroka zaprasza na...


20 stycznia 2019 r. w sali POK odbędzie się „Pasłęcki Koncert Noworoczny 2019”....