Reklama Heops

Msze bez spowiedzi, wyścigi furmanek i palmy, czyli Wielkanoc po pasłęcku

dodał Ponad 2 mieiące temu, 2022-04-12
Msze bez spowiedzi, wyścigi furmanek i palmy, czyli Wielkanoc po pasłęcku

Obyś żył w ciekawych czasach” - tego od stuleci życzą Chińczycy, gdy komuś chcą dopiec. Dlaczego? W tradycji Państwa Środka “ciekawe czasy” to nie interesujące, ale niespokojne lata, pełne wyzwań i niepewności. W taki okres właśnie wkroczyliśmy i chyba każdemu przyda się chwila wytchnienia. Oby była nią zbliżają się Wielkanoc, a jeśli jesteśmy przy Świętach, warto przypomnieć tradycje, które nasi przodkowie przywieźli ze sobą na ziemię pasłęcką po II wojnie światowej.

Święta wojenne i powojenne

O polskiej Wielkanocy nad Wąską należałoby nawet mówić wcześniej, bo w latach II wojny, gdy znaleźli się tu robotnicy przymusowi z różnych stron kraju. Nie mogli liczyć ani na suto zastawiony stół, ani na świąteczny czas w gronie najbliższych. Pozostała im jednak religia, a że Niemcy zezwalali na wielkanocne nabożeństwo, większość robotników gromadziła się w kościele na specjalnej mszy. Odprawiał ją proboszcz, ksiądz Jan Skerde – problem w tym, że nie znał słowa po polsku i nie był w stanie wyspowiadać Polaków. Każdy odbywał więc samodzielnie refleksję nad grzechami, a finałem nabożeństwa była komunia.

Tak było do końca wojny, a pierwsze powojenne miesiące przyniosły Pasłękowi napływ nowych mieszkańców z różnych stron Polski. Jedni przybyli z tzw. “centrali” (Mazowsze, Lubelszczyzna, Łódzkie, Kieleckie itd.) w poszukiwaniu lepszego życia, innych, Polaków zamieszkałych za Bugiem, zazwyczaj zmuszano do opuszczenia swoich domów. Zabużan było najwięcej - tylko do końca 1946 roku w powiecie pasłęckim zakończyło swoją wędrówkę blisko 10 000 przesiedleńców z Wołynia i Wileńszczyzny. Wszyscy przybyli tu z troskami, niepewnością, ale i silną wiarą.

Przykładem mieszkańcy Zielonki Pasłęckiej, którzy pochodzili spod Łucka (wieś Kopaczówka, parafia Rożyszcze). Nie wyobrażali sobie, aby zostawić wyposażenie tamtejszego kościoła na pastwę Sowietów i w związku z tym zabrali ze sobą na “Ziemie Odzyskane” księgi, szaty i naczynia liturgiczne oraz kościelne obrazy. Nic dziwnego, że ważnym wydarzeniem było dla nich otwarcie i poświęcenie przez księdza Jana Karasia Drogi Krzyżowej, które odbyło się 27 marca 1947 roku.

Wielki Post czy tańcowanie?

Nim przejdziemy do opisu świątecznych zwyczajów powojennych pasłęczan, warto przypomnieć epizod z okresu poprzedzającego Wielkanoc – Wielkiego Postu. Kościół od dekad patrzy niechętnym okiem na wielkopostne imprezy i gdy w marcu 1946 pasłęcka milicja postanowiła zorganizować zabawę, musiało się to spotkać ze sprzeciwem proboszcza. Ksiądz Józef Sikora potępił z ambony wydarzenie, a że cieszył się wśród wiernych sporym autorytetem, stało się jasne, że milicjanci mogą mieć problem z frekwencją. Reakcja MO była szybka i ostra: kapłana wezwano na komendę i zażądano odwołania słów o zabawie.

Żądał zaś tego nie byle kto, bo komendant powiatu w towarzystwie dwóch oficerów milicji z Olsztyna. Duchowny nie ugiął się jednak pod presją i odpowiedział dosadnie: “Wy stoicie na straży prawa państwowego i […] macie w powiecie 10 posterunków obsługiwanych przez kilkunastu ludzi posterunkowych, uzbrojonych nie tylko w gumowe pałki, ale w rewolwery, karabiny i granaty. […] Na straży prawa Bożego i kościelnego postawiony jestem tylko ja jeden na cały powiat. Uzbrojony w, zdaje się słabą, lecz najskuteczniejszą broń Słowa Bożego. Dlatego oświadczam, że ogłoszenia nie odwołam i żadna siła nie zmusi mnie do tego. Owszem, mogę je tylko jeszcze raz powtórzyć”.

Jak powiedział, tak zrobił - w kolejną niedzielę po raz drugi skrytykował milicję i stwierdził, że szanujący się katolik powinien ominąć imprezę z daleka. Odczytał też pismo z kurii, która poparła jego stanowisko. Efekt? Fiasko zabawy – poza milicją bawiło się na niej najwyżej kilka osób. Podobno nawet szeregowi milicjanci dziękowali potem księdzu, że postawił się i storpedował wielkopostne tańce. Tymczasem władza nie zapomniała upokorzenia i od tej pory nękała Sikorę, np. wysokimi podatkami (w 1948 roku otrzymał nakaz zapłaty 311 000 zł - średni miesięczny dochód wynosił wówczas 20 000 zł)...

Wielkanoc różnych tradycji

A jakie zwyczaje i przesądy wielkanocne zagościły w Pasłęku i okolicy wraz z Polakami? To zależy, bo inne sprowadzili ze sobą Wołyniacy, inne Wilniuki, a jeszcze inne “Lubelaki”. Na przykład mieszkańcy Brzezin wierzyli, że ten gospodarz, który pierwszy wróci furmanką z rezurekcji, pierwszy skończy żniwa i będą one obfite. Oczywiście, nie było tak, że brzezińscy rolnicy zmieniali się w wielkanocny poranek w rajdowców, ale “zwycięzca” mógł z optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość. Skąd ten przesąd? Z Lubelszczyzny, bo stamtąd przybyli niemal wszyscy mieszkańcy wsi (w tym dziadkowie autora).

O Świętach na Wileńszczyźnie opowiada natomiast Elza Strzelecka, która przed wojną mieszkała w podwileńskim Landwarowie i która przybyła do Pasłęka jesienią 1945 roku (miała wówczas 12 lat) m.in. z kuzynkami Józefa Piłsudskiego: “Przygotowania do Wielkanocy zaczynały się ze sporym wyprzedzeniem, co najmniej 2-3 tygodnie wcześniej. Zawczasu szliśmy do lasu i ścinaliśmy gałązki wierzb, dzięki temu na stole nigdy nie brakowało bazi. Obowiązkowo lądowały one też w koszyczku wielkanocnym, z resztą święconki. Mama dbała, aby koszyczek zawsze był wyłożony elegancką, bielutką serwetką”.

Jak wspomina pani Elza, ówczesna zawartość koszyka nie różniła się specjalnie od dzisiejszej, z jednym wyjątkiem. “Nie malowaliśmy jajek na Wielkanoc, święciliśmy je bez żadnych upiększeń”. Do koszyka wkładano też palmy, ale dzieci najbardziej czekały na słodkości - w domu pani Elzy nie wyobrażano sobie Świąt bez babki wielkanocnej. A Śmigus-Dyngus? Jak najbardziej - “Wie Pan, to nie było symboliczne polewanie, w ruch szły wiadra wody (śmiech). Smagaliśmy się również rózgami po nogach”. Wileńskie zwyczaje rodzice pani Elzy przenieśli do Pasłęka, a nasza rozmówczyni kontynuuje je do dziś.

Korzystając z okazji, na koniec chciałbym złożyć czytelnikom “Głosu Pasłęka” życzenia spokojnych, rodzinnych i pogodnych Świąt Wielkanocnych. Oby “ciekawe czasy”, o których wspomniałem na wstępie, skończyły się jak najszybciej, Ukraińcy mogli bezpiecznie wrócić do swoich domów, a sprawiedliwość dosięgnęła Putina i innych rosyjskich zbrodniarzy.

Tomasz Czapla


Dodaj Komentarz

Walidacja: słowo na dziś :ogrodowa

Komentarze

  • swoje wiem
     Ponad 2 mieiące temu, 2022-04-12

    Wilno nie jest za Bugiem, populisto. A Pani Elza do dziś smaga się witkami i biega przed polewającymi wodą. Tak mocno przeniosła te zwyczaje, że odzwyczaić się nie może.

    • pani juz wygląda z koszyka wielkanocnego i lodówki swoje wiem
       Ponad 2 mieiące temu, 2022-04-12

      W Pasłeku są tylko wspomnienia "Pani Elzy" , innych wspomnień nie ma i nie będzie! Wspomnienia dyżurne , że tak się wyrażę.

    • ten sam swoje wiem
       Ponad 2 mieiące temu, 2022-04-13

      Że ta Pani straciła instynkt samozachowawczy to rozumiem, ale po co rodzina pcha ją na afisz?

    Roman
     Ponad 2 mieiące temu, 2022-04-12

    Dziękując za życzenia, dziękuję również p. Czapli za piękny, wyczerpujący rys historyczny.

kocham jarka
Żwirownia 1140 px