28 września 2020 Waclawa, Tymona, Marka

Mundurowa wieża Babel. O obozie jenieckim pod Pasłękiem

dodał 2020-04-20
Mundurowa wieża Babel. O obozie jenieckim pod Pasłękiem

Rosjanie, Polacy, Francuzi, Belgowie, a nawet Kanadyjczycy i Tunezyjczycy – takich gości witał Pasłęk ponad 100 lat temu. Nie chlebem i solą, a drutami, ale w latach I wojny światowej nie mogło być inaczej. Gośćmi byli bowiem jeńcy pochodzący z wszystkich stron świata, którzy trafiali do obozu koło Krosna. Przez baraki przewinęło się co najmniej kilka tysięcy żołnierzy ententy, a znaczna część z nich spoczęła na przygotowanym przez Niemców cmentarzu. Niegdyś zaniedbane miejsce, dziś stanowi obiekt zainteresowania archeologów i turystów.

Pasłęk oazą pokoju? Do czasu

Nie znamy takiego pojęcia – tak mogliby odpowiedzieć, pytani o wojnę, pasłęczanie na początku 1914 roku. Od ponad stu lat nie toczyły się tutaj działania wojenne, a mieszkańcy Pasłęka i okolic trafiali na front okazjonalnie. Przykładowo, w 1866 roku, w związku z konfliktem z Austrią, wzięto w kamasze niemal 1000 rezerwistów. Okazało się jednak, że od wojaczki wolą bitkę – jeszcze nad Wąską „dali oni sobie tak w gaz”, że nie skończyli na pojedynkach między sobą. Na cel obrali sobie miejscowe sklepy i lokale, a policja i żandarmeria spacyfikowały krewkich wojaków dopiero po kilku godzinach. Przedsiębiorcy wycenili swoje straty na ponad 400 talarów.

Pasłęczanie zdążyli też powąchać prochu w wojnie z Francją (1870-1871), a bilans ich udziału w konfliktach lat 1866-1871 to 22 poległych. Na szczęście, rodziny pozbawione mężów i ojców nie zostały pozostawione same sobie, o co zadbał pasłęcki landrat. Zorganizował on zbiórkę na terenie całego powiatu, a że mieszkańcy potrafili głębiej sięgnąć do kieszeni, zebrano 1073 talary. W kolejnych dekadach o wojnie przypominały pasłęczanom głównie, płacone przez Francję, reparacje, które pozwoliły zjednoczonym (od 1871 roku) Niemcom odzyskać pozycję europejskiego hegemona.

O wybuchu wojny w sierpniu 1914 roku pasłęczanie dowiedzieli się dzięki zarządzeniom mobilizacyjnym, wywieszanym na miejskich słupach. Domatorów o nadchodzącym konflikcie powiadomił natomiast dźwięk kościelnych dzwonów. W związku z tym, w ciągu kilku dni dworzec zapełnił się mężczyznami zmierzającymi do punktów mobilizacyjnych, a reszta mieszkańców ćwiczyła cierpliwość, oczekując frontowych wieści. Nastroje? Przeważał optymizm – w powszechnej opinii wojsko rosyjskie uchodziło za niedożywionego i słabo uzbrojonego przeciwnika, który na placu boju wytrzyma maksymalnie kilka tygodni.

Miasto przestawione na wojenne tory

Pozytywne prognozy szybko zweryfikowała wojenna rzeczywistość – do miasta dotarli pierwsi uciekinierzy. Część spod Szczytna, część spod Działdowa, wszyscy ze zwierzętami gospodarskimi: „była ich tak duża ilość, że Pasłęk przypominał jedno wielkie obozowisko”. Wprawdzie nie zabawili długo nad Wąską – zostali przetransportowani na lewy brzeg Wisły – ale towarzyszące im konie i krowy zdążyły, podczas wędrówki, poniszczyć sporo zasiewów. Świadectwem narastających problemów gospodarczych stało się też wycofanie z obiegu monet i zastąpienie ich bonami.

Tymczasem Rosjanie nieustannie posuwali się naprzód, 30 sierpnia dotarli pod Ornetę i wydawało się, że od wkroczenia w pasłęckie mury dzielą ich godziny. Niemcy wytrzymali jednak nieprzyjacielski napór i z czasem przeszli do ofensywy – po dwóch tygodniach carskie armie musiały się wycofać. Nie na długo – 16 listopada przyniósł kolejny atak Rosjan, tym razem odparty po pięciu dniach. Dzięki temu pasłęczanie nie musieli się martwić kwaterowaniem obcych żołnierzy, ale i tak ulice każdego dnia zapełniały się ludźmi. Mowa o uciekinierach, którzy późną jesienią ponownie zawitali nad Wąską.

Wcześniejsze doświadczenia z uchodźcami sprawiły, że pasłęckie władze przygotowały się na ich ewentualne przybycie. Na uciekinierów czekał więc punkt przejściowy, zorganizowany w rzeźni, gdzie mogli liczyć na zapomogę (osobie dorosłej przysługiwała 1 marka, dziecku 0,5 marki) i ciepłą zupę. Choć Pasłęk był jedynie przystankiem w drodze na zachód – uchodźcom zabroniono pobytu dłuższego niż 1 dzień – rzeźnia pękała w szwach, odwiedzana w szczytowym momencie przez 2500-4000 osób dziennie. Wojenne trudy odczuła też służba zdrowia – rannych żołnierzy lokowano, prócz szpitala, w 2 ambulatoriach (tę rolę pełniły dom dziecka i szkoła) oraz oświata – miejscem lekcji stały się m.in. kręgielnia, zamek i Kościół pw. św. Józefa.

Europa i świat na 60 hektarach

Zwycięskie bitwy to jeńcy, a jeńcy to obozy jenieckie – Niemcy zastanawiali się, gdzie usytuować jeden z nich, na terenie Prus Wschodnich. Wybór padł na dawną Górę Straceń, naprzeciw młyna w Krośnie, i jesienią 1915 roku stanął tam obóz przeznaczony dla 15 000 żołnierzy. Władze Rzeszy nie żałowały pieniędzy – na budowę przeznaczono 2 500 000 marek, a efektem było „małe miasteczko”, wyposażone w wodociągi (z wieżą ciśnień), kanalizację, pralnię, zakład dezynsekcji, a nawet własną elektrownię. Najważniejsze jednak były baraki jenieckie – żołnierze mieli do „dyspozycji” 118 budynków, z których każdy mieścił od 100 do 125 osób.

Ponadto, 14 pomieszczeń wydzielono dla strażników, a dla służb medycznych przygotowano 25 baraków szpitalnych. Do tego baraki kuchenne, stołówkowe i administracyjne, łącznie obóz zajmował około 60 hektarów powierzchni. Gdyby policzyć narodowości jego „mieszkańców”, zapewne nie starczyłoby palców u rąk – najliczniejszą grupą byli Rosjanie, ale nie brakowało Polaków, Litwinów, Francuzów, Belgów, Włochów, a nawet przybyszów z Afryki (Algierczycy i Tunezyjczycy) czy Ameryki Północnej (Kanadyjczycy). Niemcy zadbali, aby nikt z nich się nie nudził – z jeńców utworzono 8 batalionów roboczych, wykorzystywanych m.in. przy melioracji gruntów.

Niestety, nieliczni doczekali 1918 roku i niemieckiej kapitulacji. Śmiertelne żniwo wśród żołnierzy zbierał zwłaszcza tyfus, a zmarłych chowano na, wydzielonym obok obozu, cmentarzu. Nie zapomniano przy tym o ich upamiętnieniu – I wojna światowa to czas, gdy Niemców stać było na ludzkie gesty wobec jeńców. W związku z tym, na cmentarzu stanął symboliczny pomnik, poświęcony w Zaduszki 1917 roku przez księży kilku religii, w obecności niemieckich oficerów. Ostatecznie obok obozu spoczęło około 1500 żołnierzy – dziś przypomina o tym kamień z pamiątkową tablicą i metalowy, prawosławny krzyż.

Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Szkice historyczne o Pasłęku” ks. Kazimierza Cyganka, „Pasłęk, Spotkanie z historią i legendą” ks. Wiesława Rodzewicza i Józefa Włodarskiego oraz „Pasłęk: z dziejów miasta i okolic 1297-1997” pod red. nauk. Józefa Włodarskiego.

Tomasz Czapla

0
0
0

Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności

Logowanie / Rejestracja

#Roman   2020-04-22

"najliczniejszą grupą byli Rosjanie, ale nie brakowało Polaków..." . Autor tekstu powinien dodać, że w onym czasie nie istniała jednolita polska armia, a Polacy byli wśród jeńców rosyjskich, francuskich, włoskich(?). Tekst dot. samego obozu i cmentarza, oceniam b. pozytywnie.


#Kapral   2020-04-21

Kilka tysięcy ,,gości''? Skąd ta wiedza? Piętnaście tysięcy w jednym czasie a jak podaje kilka źródeł, do 35 tys. ogółem. Co do zainteresowania wspomnianych instytucji czy osób też mam wątpliwości. Wadliwa treść pamiątkowej tablicy, uhonorowanie krzyżem jedynie zmarłych prawosławnych czy cicha zgoda na profanację samego cmentarza. Oto dorobek lokalnego Ratusza.


#Ateiści   2020-04-20

Uczciwie było by podać nazwisko człowieka, który w ostatniej chwili uratował tablicę z piaskowca - w języku niemieckim i rosyjskim - z tego cmentarza. Tablica ta znajduje się dzisiaj w Izbie Historycznej w naszej Bibliotece. Jest świadectwem fałszywego a wręcz podłego zachowania "ludzi" mieniących się katolikami - chrześcijanami.


#Abc   2020-04-20

Zupełnie chybiona koncepcja przedstawienia problemu. Obóz jeniecki to nie hotel wczasowy, po co upiększać czas wojny. Jeńcy to nie "goście" a roboty jeńców to nie zajęcie "żeby się nie nudzić". "Wieża Babel" to budowla, którą chcieli wznieść zbyt ambitni ludzie, a obóz jeniecki budowali jeńcy wbrew własnej woli , bo najbardziej pragnęli wrócić do swoich rodzin.


#Pasłęczanie   2020-04-20

Pasłęczanie to byli dopiero po wojnie. Nie identyfikuj mnie z Niemcami - mieszkańcami miasta przed wojną. To nie to samo społeczeństwo. Społeczność miasta jest całkowicie wymieniona po wojnie. Poprzedni mieszkańcy uciekli w czasie wojny albo wyjechali po wojnie.


#Mieszkaniec#Pasłęczanie  2020-04-20

Nie wszyscy. Niektórzy z dawnych mieszkańców zostali.


#Nick#Mieszkaniec  2020-04-20

Nieliczne wyjątki.


Dodaj komentarz


Aby dodać komentarz musisz podać wynik
Akceptuję Regulamin
Akceptuję Politykę prywatności