12 lipca 2020 Jana, Brunona, Bonifacego

Posterunek MO w Rychlikach

dodał 2019-10-21
Posterunek MO w Rychlikach

Pierwsze zdjęcie pochodzi z 12.5.1959 r. a więc sprzed 60 laty... - Plut. Stanisław Zdunek składa raport komendantowi posterunku - st. sierż. Jan Słodownik (*1926-†1997). To ciekawe zdjęcie a więc parę słów o nim. Milicjant plut. S. Zdunek traktował służbę solidnie i przenosił do swoich codziennych zachowań narowy przedwojennego policjanta. Mówiono nawet, że ktoś z jego bliskich w tej policji służył. On zaś uważał, że również w czasie wolnym jest milicjantem i tym samym non-stop wykonuje swoje obowiązki. Dawał tego przykłady. Osobiście pamiętam go, gdy rejon swojego działania po służbie przesuwał w okolice rychlickiej gospody "Jagienka". I nie było w tym nic dziwnego ponieważ było to "rzut beretem" od jego domu, a on lubił sobie po służbie "golnąć" (a kto nie lubi ?). Ale spokojnie - plut. S. Zdunek nawet po służbie i nawet na rauszu trzymał fason i rezon. Nie rozstawał się ze swym czarnym "narzędziem przymusu bezpośredniego", czyli gumową pałką. Po służbie, gdy był już w cywilu, trzymał ją zawsze w lewym rękawie swetra czy też marynarki, oczywiście z rękojeścią "do przodu". I bywało tak, że gdy jakiś drobny pijaczek zbytnio (i bardzo nieroztropnie) się rozzuchwalił lub na swoje nieszczęście używał słów "ogólnie uznanych jako wulgarne", albo - nie daj Boże ! - psioczył na władzę ludową, był w błyskawiczny sposób przywoływany do rozsądku szybkim ciosem wyciągniętej (prawą ręką plut. S. Zdunka) czarnej pałki ! To był charakterystyczny mieszkaniec Rychlik. Dochował się dwóch synów i córki w które to dzieci położył z żoną dużo uwagi i staranności. Był ateistą i tego nie krył. W latach 70. odszedł na emeryturę i po tym fakcie pędził spokojne życie emeryta. Gdy zmarł, a była to połowa burzliwych lat 80. tych poprzedniego wieku, spotkało go "podwójne podziękowanie". Otóż na jego pogrzeb w Rychlikach nie przyjechał nikt (dosłownie: nikt) z władz dawnego resortu, nawet z przysłowiowym złamanym goździkiem. Ale za to lokalni kloszardzi, pijaczki, obiboki i inni mieli w dniu pogrzebu używanie. Był to bowiem pierwszy w powojennych Rychlikach pogrzeb bez księdza. Stali sobie oto "mocno wczorajsi" w wątpliwej czystości kufajkach, w drelichach i w walonkach pod wspomnianą geesowską gospodą "Jagienka" i głośno komentowali pogrzeb plut. S. Zdunka - kondukt żałobny przetaczał się dosłownie tuż obok. Były śmiechy, okrzyki i słowa w rodzaju "patrzcie - czerwonego chowają, zobaczcie - tego komucha powinni pod płotem zakopać", itd. itp. Można sobie wyobrazić co czuli najbliżsi zmarłego... Drugie zdjęcie jest wcześniejsze, przedstawia mojego Ojca - Jana w 1958 r. na posterunku MO w Rychlikach. Tu Ojciec "dorobił" krzyża "chlebowego" (porcelanki) oraz zdobył dwukrotnie pierwsze miejsce (jako najlepszy posterunek MO) w województwie elbląskim. Zmarł 13.4.1997 r. i na szczęście nie dożył czasów, gdy jakieś obszczymurki z IPN-u i neobolszewiki wpisały go na listę "utrwalaczy władzy ludowej"... - P.S. Na pogrzeb mojego Ojca również nie przyszedł nikt z resortu, nawet z rychlickiego posterunku (już policji). Ale na szczęście przyszli sąsiedzi, znajomi, mieszkańcy wsi i okolic oraz Rodzina...

Lech Słodownik

0
0