3 sierpnia 2021 Lidii, Augusta, Nikodema
Reklama Heops

Wojny, Królewiec i słonina. Krzyżacy w Pasłęku

dodał Ponad tydzień temu, 2021-07-22
Wojny, Królewiec i słonina. Krzyżacy w Pasłęku

Jeśli tradycji stałoby się zadość, o tej porze na polach Grunwaldu gościłoby kilkadziesiąt tysięcy miłośników historii. Podziwialiby średniowieczne warsztaty, kosztowaliby starodawnego jadła, wreszcie czekali na rekonstrukcję najsłynniejszej bitwy w dziejach Polski. Koronawirus jednak nie odpuszcza i wysłał te plany drugi rok z rzędu do kosza. Krzyżacy nie zostaną więc pobici przez Jagiełłę, ale możemy się zastanowić, jakie zostawili nam, pasłęczanom, dziedzictwo. Choć ich znaki rozpoznawcze to czerń i biel, tej historii nie sposób ograniczyć do dwóch kolorów...

Krucjata z Królewcem w tle

Rycerze zakonu pojawili się w naszej okolicy, nim jeszcze powstał Pasłęk - pierwszy gród w Elblągu założyli w 1237 roku. Stopniowo podporządkowali sobie, choć nie bez trudu (kilka krwawo stłumionych powstań), mieszkających tu Prusów, a do historii ziemi pasłęckiej przeszła jedna z ich antypruskich wypraw. W 1254 roku Krzyżacy zdołali bowiem przekonać króla Czech, Moraw i Austrii, Przemysława Ottokara do krucjaty przeciw Sambom (jedno z plemion pruskich). Władcy nie przeraziły setki kilometrów dzielących go od Prus - przed oczami miał chrystianizację Sambów, a zapewne i czekające łupy.

Dzięki temu w 1255 roku nad Wąską pojawiło się tylu wojów, że broniący się Sambowie mogli doznać oczopląsu. Krzyżacy, rycerze z Czech, Austrii, Saksonii, Turyngi czy Miśni, do tego najemnicy z Niderlandów. Łącznie 6000 ludzi, na których czele stanął Ottokar – pierwsza koronowana głowa przemierzająca ziemię pasłęcką. Wyprawa nie miała może tempa blitzkriegu, ale i tak Sambowie zostali rozgromieni. Szybko skapitulowali i zobowiązali się do ochrzczenia. To nie koniec, bo pod naciskiem krzyżackim musieli zbudować gród, nazwany na cześć Ottokara “Königsberg" (pol. “Góra Królewska”) - tak powstał Królewiec.

Po upływie kilku dekad na kartach historii pojawił się Pasłęk - lokowany w 1297 roku – ale już wcześniej funkcjonował tu krzyżacki zamek. Warownia znana jako “Huse Paslok” istniała co najmniej od 1267 roku i jeszcze przed lokacją wokół niej zbudowano osadę. Pierwsi mieszkańcy trudnili się głównie rzemiosłem i handlem, nie gardzili też rybołówstwem. Dodajmy, że chętnie handlowali z nimi urzędnicy krzyżaccy i nie zmieniło się to w kolejnych pokoleniach - księgi rachunkowe zakonu z przełomu XIV/XV wieku dowodzą, że w Pasłęku Krzyżacy zaopatrywali się w konie, klacze, woły, krowy i owce.

Co krył pasłęcki zamek?

Główną siedzibą Zakonu w Pasłęku był wspomniany już zamek, w którym rezydował komtur. Z początku warownia miała charakter drewniano-ziemny, ale ten widok szybko stał się wspomnieniem - około 1350 roku pasłęczanie mogli podziwiać murowaną budowlę. Choć jednopiętrowa, mieściła tyle pomieszczeń, że niejeden dzisiejszy bogacz byłby zazdrosny. Zacznijmy od piwnic komtura i konwentu (zespołu zakonników) - tam mieściły się beczki z alkoholem i miodem. Bracia korzystali z nich w zależności od potrzeby, ale nawet podchmielona załoga krzyżacka nie była łatwym celem dla potencjalnych napastników.

W warowni znajdowała się minimum jedna zbrojownia, zapasy broni i amunicji magazynowano też w tzw. pokoju prochowym (“pulverkommer”). Orężem była też wypełniona komnata komtura - nic dziwnego, że zarządca okręgu czuł się tu najbezpieczniej. Nie możemy przy tym pominąć kaplicy, wprawdzie Krzyżacy nawracali zazwyczaj ogniem i mieczem, ale, przebywając na zamku, gdzieś musieli się modlić. Ze źródeł wyłania się bogato zdobiony dom modlitwy, a listę pomieszczeń zamkowych/okołozamkowych uzupełniają miejsca gospodarcze (m.in. kuchnia ze spiżarnią, piekarnia, spichlerz, stajnie, pralnia).

Pasłęcki komtur miał pod swoim zarządem dwa komornictwa, w Pasłęku i Burdajnach, a sam podlegał komturowi elbląskiemu. Wiązał się z tym szereg obowiązków, w tym dostarczania Elblągowi określonych towarów - ciekawostką niech będzie fakt, że co roku komtur musiał przekazywać tamtejszemu zamkowi 3 beczki masła, beczkę miodu i przyprawy. Wreszcie, nadszedł wiek XV, a wraz z nim pogorszenie, już wcześniej nadwątlonych, relacji polsko-krzyżackich. Kolejne starcie między państwami wydawało się nieuniknione.

Kulminacją tzw. wielkiej wojny z zakonem krzyżackim była bitwa pod Grunwaldem (15 lipca 1410). Zwycięskie siły polsko-litewskie nie zamierzały poprzestać na tej wiktorii i ruszyły przed siebie, zdobywając kolejne miasta zakonne. Niejednokrotnie to sami mieszkańcy poddawali się wojskom Jagiełły - w ten sposób brali odwet na braciach zakonnych, którzy w ostatnich latach coraz bardziej ciemiężyli ich podatkami i konfiskatami. Dobrze ilustrują to słowa pruskiego kronikarza: “największe miasta kraju – wszyscy zwrócili się w stronę króla i wyrzucali Braci, którzy jeszcze pozostali, z domów […] i przysięgali Jagielle wszyscy poddaństwo i wierność”.

Krwawe wojny, kruche pokoje

Pasłęczanie również rozłożyli dywan przed polskim królem - 20 lipca stanęła przed nim delegacja, która oświadczyła, że miasto i zamek są do jego dyspozycji. Jagiełło oczywiście się zgodził, ale do rozwiązania pozostał jeden problem - komu nadać Pasłęk i okolice? Ostatecznie te tereny otrzymał jeden z najznakomitszych polskich rycerzy, pochodzący z ziemi radomskiej, Powała z Taczewa. Miał słynąć z nadludzkiej siły, co wykorzystał Henryk Sienkiewicz w “Krzyżakach” - czytelnik dowiaduje się, że Powała “potrafił wziąć długi na łokieć i szeroki więcej niż na pół piędzi tasak i zwinąć go lekko w trąbkę jak pergamin”.

Polskiemu rycerzowi nie było jednak dane długo cieszyć się nowym majątkiem - pod koniec września został pojmany przez Krzyżaków. Zakonnicy odbili też miasto, zyskując przy okazji kilkunastu polskich i litewskich jeńców. Rok później doszło do pokoju w Toruniu, na mocy którego Pasłęk pozostał przy państwie zakonnym, ale układ okazał się dla obu stron grą na czas. Już w 1414 roku doszło do “dogrywki” - wojsko polskie podjęło ofensywę przeciw Krzyżakom, z tym że ta odsłona konfliktu różniła się od tzw. wielkiej wojny. Tym razem zakonnicy unikali starcia w polu, a Polacy i Litwini musieli skupić się na obleganiu twierdz.

Dotarli również pod Pasłęk, ale powtórki z historii nie było - Krzyżacy nie pozwolili sobie na kolejny bunt mieszczan i zaprowadzili za murami twardą dyscyplinę. Ponadto, dobrze przygotowali się do obrony, gromadząc pokaźne zapasy broni (m.in. 7 wyrzutni kamieni, 5 wyrzutni ołowiu, 370 kusz, 4 beczki prochu, miecze, dzidy, topory itd.). Dzięki temu przetrwali najcięższe chwile, aż dowodzący polsko-litewskimi siłami książę Witold zdecydował o wycofaniu się. Legenda głosi, że przyczynić się do tego miał nocny wypad Krzyżaków, którzy podziemnym przejściem opuścili miasto, wyszli na tyły oblegających i spuścili im tęgie lanie. Potem “znikli w rejonie Robit, tak...jakby zapadli się pod ziemię”.

Kolejne sto lat to w relacjach polsko-krzyżackich naprzemienne okresy pokojów i wojen. Finał rozgrywki nastąpił w latach 1519-1521 i znowu pod Pasłękiem pojawili się Polacy. Nie mogli jednak liczyć na przychylność mieszkańców - pasłęczanie stali ramię w ramię z Krzyżakami. Mało tego, podobno zza murów pokazywali polskim rycerzom kawałki słoniny jako symbol odporności na głód. W końcu Polakom udało się zdobyć miasto, ale i tak musieli obejść się smakiem - Pasłęk znalazł się w granicach Prus Książęcych, kraju powstałego w miejsce państwa krzyżackiego. Pozostała im jedynie satysfakcja, że zburzyli pasłęcki zamek – jego odbudowa trwała blisko 60 lat...

Tomasz Czapla


Dodaj Komentarz

Walidacja: słowo na dziś :jeziorko
Żwirownia 1140 px
nasza2